Sample text

"Książka jest niczym ogród, który można włożyć do kieszeni"

"
Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika...Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana."

"Książka - to mistrz, co darmo nauki udziela, kto ją lubi - doradcę ma i przyjaciela, który z nim smutki dzieli, pomaga radości, chwilę nudów odpędza, osładza cierpkości."

"Kiedy przeczytam nową książkę, to tak jakbym znalazł nowego przyjaciela, a gdy przeczytam książkę, którą już czytałem - to tak jakbym spotkał się ze starym przyjacielem."
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Egmont. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Egmont. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 lutego 2014

"Błękitny Zamek" - Lucy Maud Montgomery

  • Wydawnictwo Egmont
  • Rok wydania: 2013
  • Ilość stron: 279
  • Powieść w jednym tomie








  • Sądzę, że każdy ma jakiś Błękitny Zamek. Tylko każdy go po swojemu nazywa.”*

    Lucy Maud Montgomery znana jest przede wszystkim ze swojego cyklu Ania z Zielonego Wzgórza. Od prawie stu lat dziewczynki, nastolatki, kobiety zaczytują się w tej serii i z ciekawością śledzą losy Ani. Jednak oprócz tych książek, autorka napisała jeszcze wiele innych, w tym Błękitny Zamek, który niezmiernie mnie zaciekawił. Jednak mimo podobieństwa w pięknym stylu pisarki i niezwykłym kreowaniu rzeczywistości, okazał się on całkowicie inną historią...

    Valancy Stirling w wieku dwudziestu dziewięciu lat uważana jest za starą pannę. Przez całe życie nie miała ani jednego adoratora, nikogo, kto by się nią zainteresował, już nie mówiąc o propozycjach matrymonialnych. Wychowała się w pełnej tradycji rodzinie, dla której najbardziej liczy się opinia społeczeństwa. Ograniczeni krewni nigdy nie doceniali Valancy, naśmiewali się z niej, dokuczali, a czasem nawet jej nie dostrzegali. Dziewczyna żyła strachu i osamotnieniu pod pantoflem matki. Nigdy nie była tak naprawdę szczęśliwa. Aż jednego dnia wszystko się zmienia. Dziewczyna dowiaduje się, że ma chore serce i został jej najwyżej rok życia. Postanawia wykorzystać go jak najlepiej, chce doświadczyć niezwykłych rzeczy i pozbyć się strachu, by móc umrzeć ze świadomością, że naprawdę żyła. Czy ta nieśmiała panna da radę przeciwstawić się konwenansom i podążyć za swoimi pragnieniami? Czy wreszcie zasmakuje szczęścia i znajdzie powody do śmiechu?

    Błękitny Zamek to niezwykła opowieść o dziewczynie poszukującej samej siebie, która pragnie być potrzebną, mieć znaczenie. O tym, że siła czai się w każdym z nas, czasem tylko potrzeba jakiegoś bodźca, by ją znaleźć. O tym, że życie to jedyna w swoim rodzaju przygoda, którą trzeba się cieszyć i doceniać. Mówi też o pięknie otaczającego nas świata i jak je dostrzegać. Pełna mądrości i przesłań powieść trafi do każdej wrażliwej dziewczyny, kobiety.

    Bardzo podobał mi się barwny język powieści. Zwyczajny świat został ukazany nadzwyczajnie. Przyroda była opisana w sposób właściwy tylko Montgomery. Dzięki stylowi autorki w powieść się zanurzało powoli, ale głęboko. A gdy skończyłam lekturę, czułam się jak wyrwana z transu.

    Valancy jest bohaterką, której nie da się nie lubić. Pełna ciepła i wewnętrznej dobroci czuje się stłamszona przez życie. Czytelnik obserwuje, jak zachodzi w niej zmiana, jak staje się odważną, dążącą do celu kobietą. W swojej brawurze z pewnością zaskoczyła mnie nie raz i zdecydowanie wywołała mój podziw.

    Powieść została przepięknie wydana. Tajemnicza i klimatyczna okładka to nie wszystko. W środku, na początku każdego rozdziału są szkice kwiatów, roślin. Ta śliczna oprawa graficzna zdecydowanie umila czytanie.

    Myślę, że ta liryczna historia spodoba się wszystkim przedstawicielkom płci piękniej, które pragną znaleźć swój Błękitny Zamek. Książka ta pełna uniwersalnych prawd, mądrości skierowana jest do panien z każdej grupy wiekowej. Moim zdaniem warto zapoznać się z tą klasyczną powieścią. Z całego serca ją polecam.

    Ocena: 9/10

    Serdecznie dziękuję Wydawnictwo Egmont za tak miłą lekturę.



    *cytat z książki, str. 114

    sobota, 15 czerwca 2013

    "Saga księżycowa. Scarlet" - Marissa Meyer



  • Wydawnictwo Egmont
  • Rok wydania: 2013
  • Ilość stron: 495
  • Saga Księżycowa #2










  • - Dzień dobry, śliczna dziewczynko!
    - Dzień dobry!– odpowiedział grzecznie Czerwony Kapturek.
    - A co tam masz w koszyczku?- zapytał wilk.
    - Koszyk z ciastem i winem dla mojej chorej babci. Idę do niej, by sprawić jej radość i pomóc w odzyskaniu sił.”*


    Historia Czerwonego Kapturka

    Myślę, że baśni o Czerwonym Kapturku nie muszę przedstawiać. O dziewczynce, która niosła koszyk pełen smakołyków dla swojej chorej babci i w lesie spotkała wilka. Opowieść znana każdemu, wszyscy wiedzą, że kończy się dobrze, babcia i dziewczynka żyją długo i szczęśliwie. A co powiecie na futurystyczną baśń o Czerwonym Kapturku, która wcale nie zmierza ku pozytywnemu zakończeniu? Na pełną niebezpieczeństw przygodę ze Scarlet?

    Ukochana babcia Scarlet zaginęła. Pewnego dnia po prostu zniknęła. Policja uznała, że to oddalenie się z własnej woli lub samobójstwo, nie zamierza prowadzić śledztwa. Ale Scarlet zna swoją babcię, wie, że nie zostawiłaby gospodarstwa. Wie, że coś złego musiało się stać. Postanawia ją znaleźć za wszelką cenę. Niestety, jedynym, który może cokolwiek wiedzieć o miejscu, gdzie ona się znajduje, jest Wilk, niebezpieczny i niegodny zaufania osobnik. Dziewczyna zmuszona skorzystać z jego pomocy wyrusza śladem babci. Wilk okazuje się nie być taki bezwzględny i przerażający jak się na początku wydawało. Jednak dziewczyna nie wie wszystkiego, nie ma pojęcia, w co się właśnie wpakowała i co ją czeka. Czy uda jej się uratować babcię tak jak to było w baśni? A może autorka przygotowała inne zakończenie?

    W pierwszej części śledziliśmy losy Cinder i ku mojej radości odgrywa ona sporą rolę i w kontynuacji. 
    W końcu los ziemian spoczywa w jej rękach. Czytelnik dowiaduje się, z czym dziewczyna musi się zmierzyć po dramatycznych wydarzeniach opisanych we wcześniejszym tomie. Jaki los ją spotka? Dowiecie się, czytając Scarlet!

    Ziemianom grozi wojna z Lunarami, którą ludzie najprawdopodobniej przegrają. Jedyną możliwością powstrzymania rozlewu krwi wydaje się być odnalezienie Cinder i oddanie jej w ręce okrutnej królowej Levany. Jednak dziewczyna planuje walczyć. Czy uda jej się uciec? Czy wypełni swoje przeznaczenie?

    Jedną z najmocniejszych stron Sagi Księżycowej jest klimat. Czytelnik czuje się, jakby znalazł się w mrocznej wersji bajki znanej z dzieciństwa, której akcja dzieje się w przyszłości, a losy ziemi są niepewne. Autorka ma swój niepowtarzalny styl pisania, którym buduje świat futurystycznych baśni. Wielką przyjemnością było zanurzenie się w tej opowieści.

    Scarlet okazała się znakomitą kontynuacją Cinder. Ta saga to coś, czego nie powinno się przegapić. Piękna, mroczna, pełna niebezpieczeństw historia, która pochłania bez reszty. Dawno nie mogłam się tak oderwać od powieści. Tu wróg może okazać się przyjacielem, by zaraz potem stać się wrogiem. Źli mogą być dobrzy i na odwrót. A Czytelnik jest tak samo zagubiony jak bohaterka, wraz z nią zastanawia się, czy może ufać Wilkowi i swoim uczuciom.

    Warto zapoznać się z nową odsłoną Czerwonego Kapturka i razem ze Scarlet ruszyć na poszukiwania jej babci. Saga Księżycowa to jedna z tych oryginalnych, niepowtarzalnych serii, obok których nie można przejść obojętnie.

    Ocena: 9/10

    Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Egmont za możliwość przeżycia przygody wraz ze Scarlet.



    Trailer:



    Saga Księżycowa:
    1. Cinder – moja recenzja
    2. Scarlet ←
    3. Cress (baśń o Roszpunce) – premiera angielska: luty 2014
    4. Winter (baśń o Królewnie Śnieżce) – premiera angielska: 2015 r.

    *fragment baśni o Czerwonym Kapturku

    czwartek, 28 marca 2013

    "Look" - Sophia Bennett


  • Wydawnictwo Egmont
  • Rok wydania: 2013
  • Ilość stron: 359
  • Powieść bez kontynuacji 








  • Jak to jest być modelką?

    Kim są modelki? Te piękne, długonogie dziewczyny o namiętnym spojrzeniu, które patrzą na nas z bilbordów? Jak to jest być kimś takim? Czy ich praca rzeczywiście nie wymaga nic więcej poza urodą? Czy naprawdę zarabiają grube pieniądze tylko za pozowanie do zdjęć? I najważniejsze pytanie: ile trzeba poświęcić, żeby zostać modelką?

    Historia
    Ted zawsze żyła w cieniu swojej wspaniałej, pięknej siostry. Nigdy nie uważała się za ładną ani wyjątkową.
    Dlatego nie może wyjść ze zdziwienia, kiedy zostaje zauważona na ulicy przez pracownika agencji modelek, który proponuje jej próbne zdjęcia. Na początku bohaterka uważa to za głupi żart, ale gdy znajduje dowód, iż to prawdziwa propozycja za radą siostry postanawia spróbować. Czasem idzie jej to lepiej, czasem gorzej, nie zawsze czuje się szczęśliwa. Okazuje się, że największą sztuką nie jest pozowanie do zdjęć, ale nie zatracenie siebie. Do tego Ted przeżywa trudne chwile w domu, jej siostra ma raka, jej rodzice ledwie się trzymają. Jak dziewczyna poradzi sobie z tak trudną sytuacją?
    Droga Ted nie należy do łatwych, ale bohaterka wiele się uczy na swoich błędach, a nowe doświadczenia sprawiają, że staje się dzielniejsza i mądrzejsza.

    Przesłanie
    Książka mimo że porusza ciężkie tematy nie przytłacza czytelnika. Czyta się ją lekko i szybko, ale przy tym nie sposób nie zastanawiać się nad życiem. Zawiera ona pewne przesłanie, które w bardzo przystępny sposób zostało przedstawione.

    Bohaterowie
    Kolejną z zalet powieści jest fakt, że Ted to zwyczajna dziewczyna, która nie uważa się za nie wiadomo kogo. Przytrafia jej się coś niezwykłego, ale nie przestaje być ona sobą, a gdy przychodzi co do czego, potrafi podjąć dobrą decyzję i nie zatracić siebie. Bardzo polubiłam tę sympatyczną dziewczynę. Ava, jej siostra, zmaga się z rakiem, radzi sobie najlepiej jak potrafi. Podobało mi się przedstawienie relacji tych dwóch sióstr, tego jak się zmieniały względem siebie. Kolejną dość ważną postacią jest Nick, może nie pojawiał się dość często, ale ostatecznie odegrał sporą rolę. Uważam go za uroczego chłopaka i zdecydowanie zdobył moją sympatię.

    Dla kogo
    Polecam tę powieść przede wszystkim nastoletnim dziewczynom (ale nie tylko) szukających mądrej, realistycznej lektury pełnej ciekawych bohaterów. Nie ma tu dużo akcji a mimo to nie nudziłam się podczas lektury, wręcz trudno było mi się oderwać. Autorka posługuje się przyjemnym i ładnym językiem, który sprawia, że książkę z jeszcze większą łatwością się pochłania. Uważam, że to dobry prezent dla koleżanki, młodszej czy starszej siostry, gdyż Look ze swoim przesłaniem powinien spodobać się wielu osobom :)


    Ocena: 9/10

    Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Egmont za możliwość poznania świata modelek.


    środa, 30 stycznia 2013

    "Gorączka" - Dee Shulman


  • Wydawnictwo Egmont
  • Gorączka #1
  • Rok wydania: 2012
  • Ilość stron: 429








  •  Nigdzie nie pasując

    Wyobraźcie sobie historię o dziewczynie z XXI wieku, która nigdzie nie pasuje, nie potrafi znaleźć miejsca w życiu. I silnego gladiatora, faworyta, który wygrywa wszystkie walki. Czy tę dwójkę może coś połączyć? Co się stanie, gdy jedno stanie na drodze drugiego?

    Ewa po zaaranżowaniu kolejnego wydalenia ze szkoły, trafia do St. Magdalene, szkoły dla wybitnych jednostek, w której liczy, że wreszcie znajdzie swoje miejsce i poczuje, że pasuje. Dziewczyna szybko się tam zadomawia i z wielką przyjemnością uczy się kolejnych skomplikowanych reakcji. Z winy własnej ciekawości bohaterka zostaje zaatakowana przez nieznany nikomu wirus. Ledwie uchodzi z życiem, ale od tej chwili ta dziwna choroba staje się jej obsesją. Nie spocznie, póki nie dowie się, co się stało i co to za wirus. Krótko po tych wydarzeniach w jej szkole pojawia się nowy uczeń, Seth. Chłopak tak naprawdę pochodzi z przeszłości i również interesuje go tajemniczy wirus i gorączka, jaką wywołuje. Okazuje się, że tę dwójkę wiele łączy, ale czy dwa tysiąclecia to nie za duża przeszkoda? Do tego muszą znaleźć odpowiedzi na nurtujące ich pytania, zanim będzie za późno...

    Sporą wadą tej powieści, jak dla mnie, są płascy bohaterowie. Brakowało im życia, adekwatnych zachowań, charakteru, po prostu nie mogłam sobie wyobrazić, że ktoś taki mógłby istnieć. Ewa to niesamowicie inteligentna dziewczyna, która uwielbia się uczyć, wszystko rozumie, z niczym nie ma problemu. Do tego jest śliczna (mimo że sama nie zdaje sobie z tego sprawy) i niemal każdy chłopak w szkole kocha się w niej. Nie mówię, że jej nie polubiłam, bo podobało mi się to, że potrafiła być twarda, gdy wymagała tego sytuacja. Jednak jak już pisałam, moim zdaniem zabrakło jej prawdziwości. Matka Ewy też wydawała mi się raczej jakimś potworem bez uczuć niż żywym człowiekiem. Seth już bardziej wydawał mi się realny, ale nie zawsze rozumiałam cel jego działań i skąd brały się jego niektóre zachowania, zabrakło chwili poświęconej na opisanie jego charakteru.
    To nie tak, że w ogóle nie lubiłam bohaterów, ale nie potrafiłam się z nimi utożsamiać. :)

    Oczywiście nie brakuje wątku romantycznego, który sam w sobie jest naprawdę piękny. Chłopak widzi, jak jego ukochana ginie, nie potrafi żyć normalnie bez niej, wciąż za nią tęskni. Aż spotyka jej nowe wcielenie. Ona na początku go nie pamięta, ale potem, z czasem coś zaczyna sobie przypominać. Podobało mi się to. Ale zabrakło mi pokazania, jak ich uczucie kiełkuje, jak z zauroczenia przekształca się w zakochanie, a potem w miłość. Miałam wrażenie, że za szybko od poznania tej dwójki doszło do etapu pod tytułem „wielka miłość”.

    Jednak mimo tych wad znalazły się w książce rzeczy, które mi się podobały. Na przykład Parallon, kraina dla ludzi, którzy zmarli wskutek tajemniczej gorączki. Pomysł na to miejsce i sposób opisania go bardzo przypadły mi do gustu i zafascynowały. Jak również pomysł zetknięcia ludzi z dwóch różnych światów: naszego i tego z początków naszej ery, pełnego gladiatorów.
    Można tu również znaleźć ciekawy pomysł z punktu widzenia medycznego: wirusa, który zabija, ale nie do końca – wydaje mi się to fascynujące.
    Poza tym książkę czyta się lekko i przyjemnie. Przy lekturze można się zrelaksować i zanurzyć się w fantastycznym świecie.

    Osobiście uważam tę powieść za niezłą, ale nie wybitną. Nie żałuję spędzonego z nią czasu, ale i nie wypatruję z wielką niecierpliwością tomu drugiego. Komu przede wszystkim ją polecam? Miłośniczkom książek o podróżach w czasie i miłości bez granic. I tym, którzy szukają rozrywki na kilka wieczorów.

    Ocena: 7/10

    Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Egmont za możliwość przeczytania Gorączki.


    niedziela, 4 listopada 2012

    "Świat po Wybuchu. Nowa Ziemia" - Julianna Baggott

  • Wydawnictwo Egmont
  • Świat po Wybuchu #1
  • Rok wydania: 2012
  • Ilość stron: 470
  • Cena: 39.99 zł  








  • Popiół unosi się w powietrzu

    Świat przestał być tak pięknym i bezpiecznym miejscem. Zmienił się przez Wybuch, w którym zginęła masa ludzi. Teraz każdy krok może być tym ostatnim, wszędzie czają się niebezpieczeństwa. Pyły, Grupony oni wszyscy marzą tylko, by schwytać człowieka. Do tego organizacja OPR ściga młodzież, by wcielić ją do wojska.
    Jak wyglądają ci, którzy ocaleli?
    Każdy ścielił się z tym, co podczas Wybuchu stało obok niego, z tym, co właśnie trzymał w ręce. Dzieci już na zawsze zostały wtopione w ręce matek, kawałki metalu, szkła w ludzkie twarze, ptaki w plecy. Każdy ma jakąś deformację, z którą musi żyć do końca.

    Pressia zamiast jednej dłoni ma głowę swojej ukochanej lalki. Dziewczyna żyje z dziadkiem i stara się po prostu przetrwać. Zdobywa jedzenie, trzyma się na uboczu, nikomu nie wchodzi w drogę. Sztukę przetrwania opanowała do perfekcji. Jednak wszystko się zmienia, gdy jej nazwisko znajduje się na liście OPR, dziewczyna musi stawić się do wojska, z którego nikt nigdy nie wraca. Postanawia zaryzykować i rozpocząć życie w ukryciu. Ucieka.
    Partridge żyje w Kopule, miejscu, w którym przed Wybuchem skryli się zasługujący na to ludzie. Chłopak wiedzie z pozoru zwykłe, szczęśliwe i wygodne życie. Nie musi walczyć o przetrwanie, a każdy dzień nie stoi pod znakiem zapytania. Ale i jego ścigają demony. Jego mama nie żyje, brat popełnił samobójstwo a ojciec to tyran. Chłopak czuje się nieszczęśliwy. Aż pewnego dnia dowiaduje się, że istnieje małe prawdopodobieństwo, że jego mama przeżyła. Nadzieja jest potężną bronią. Partridge postanawia porzucić wszystko, opuścić Kopułę i znaleźć ukochanego rodzica. Ale czy chłopak nieznający okrucieństwa życia ma jakiekolwiek szanse na przetrwanie?
    Ścieżki Pressi i Partridga zbiegają się i splatają nierozerwalnie. Dziewczyna pomaga mu w poszukiwaniach matki. Na początku łączy ich tylko układ, ale potem staje się on czymś innym... Przeszłość skrywa mroczne tajemnice. Czy dobrze jest je odgrzebywać?

    Utwór Julianny Baggott to brutalny obraz świata. Opisuje to, co się dzieje, gdy powoli zanika w nas człowieczeństwo. Muszę powiedzieć, że ta książka wstrząsnęłam mną. To jedna z najmocniejszych utopii, jakie czytałam. Czasem aż skręcało mnie z obrzydzenia połączonego ze strachem. To, co stało się z ludzkością jest przerażające i druzgoczące.

    Jedną z największych zalet tej powieści jest jej nieprzewidywalność. Nie da się domyślić, dokąd zmierza akcja, co się stanie dalej. Podczas lektury oczy nieraz otwierały mi się ze zdumienia. Czułam się, jakbym przebywała w kolejce z wesołego miasteczka, która niebezpiecznie pędzi przed siebie, a ja nie mam pojęcia, co zastanę na końcu trasy. Czy masz odwagę by do niej wsiąść?

    Nowa Ziemia daje do myślenia. A także przeraża swoją brutalnością. Człowiek zaczyna się zastanawiać, czy taka wizja przyszłości jest możliwa. Czy naprawdę coś takiego mogłoby stać się ze światem? Moim zdaniem tak. I to mnie przeraziło jeszcze bardziej niż sama powieść.

    Czy warto zatem ją przeczytać?
    Tak. Warto zapoznać się z wizją Julianny Baggott. Ale z góry ostrzegam, w książce zdarzają się makabryczne momenty, dlatego polecam ją starszym czytelnikom. Jednak i w tej powieści znajdują się okruchy piękna, które poruszają do głębi i sprawiają, że świat na chwilę przestaje być strasznym miejscem. Dla mnie to historia o nadziei.

    Ocena: 8/10

    Dziękuję Wydawnictwu Egmont za możliwość ujrzenia Nowej Ziemi.



    Trylogia Świat po Wybuchu:
    1. Nowa Ziemia
    2. Fuse (premiera za granicą 19.02.2013)
    3. Burn

    poniedziałek, 22 października 2012

    "Saga księżycowa. Cinder" - Marissa Meyer

  • Wydawnictwo Egmont
  • Saga księżycowa #1
  • Rok wydania: 2012
  • Ilość stron: 439
  • Cena: 34.99 zł  








  • Przeznaczenie kopciuszka

    Bajka o kopciuszku jest jedną z najpopularniejszych, nie znam nikogo, kto nie wiedziałby, o co w niej chodzi. Od pokoleń matki opowiadają swoim dzieciom o biednej, dobrej dziewczynie, którą spotkał niezasłużony los. O tym, jak spotkała swojego wymarzonego księcia i żyli długo i szczęśliwie. A gdyby owa baśń wyglądała inaczej? Gdyby działa się w przyszłości? Gdyby kopciuszek był cyborgiem? Jesteście w stanie wyobrazić sobie taką historię? Bo Marissa Meyer była i stworzyła niepowtarzalną historię w oparciu o znaną wszystkim bajkę.

    Co nieco o świecie
    Świat, w którym żyje Cinder to dość odległa przyszłość. Akcja dzieje się 126 lat po IV wojnie światowej. Miliony ludzi od dawna umiera na zarazę. Mimo licznych badań nie udało się wynaleźć antidotum. Wystarczy jedna plamka na ciele, a już zabierają cię w miejsce z dala od ludzi, gdzie szybko nastąpi twój koniec.
    Księżyc zamieszkują lunarzy, istoty władające magią i wrogo nastawione wobec ludzi. Grozi międzygalaktyczna wojna. Co stanie się z ziemią, jeśli rzeczywiście dojdzie do walki? Czy nastąpi koniec ziemskiego życia?

    Cinder to dziewczyna-cyborg. Mieszka w Nowym Pekinie wraz ze swoją prawna opiekunką. Kobieta nie znosi jej i wszystkiego, co sobą reprezentuje. Nic więc dziwnego, że bohaterka nie ma łatwego życia. Na utrzymanie zarabia majsterkowaniem: reperuje przeróżne rzeczy, od androidów do małych przenośnych urządzeń.
    Jej życie ulega drastycznej zmianie, gdy sam książę Kai prosi ją o naprawienie swojego robota. To wtedy zostaje wplątana w międzygalaktyczne problemy. Cinder odkrywa niesamowite fakty o samej sobie i o swojej przeszłości. Do tego powoli i nieubłaganie zachowuje się w księciu. Czy jedna dziewczyna da radę powstrzymać złą królową panującą na księżycu? A może lepiej się poddać i zaoszczędzić wszystkim cierpienia? Historia kopciuszka się dopełnia, czy i tym razem będzie żyła długo i szczęśliwie?

    Podczas lektury towarzyszyło mi mnóstwo emocji. Od smutku i współczucia, przez frustrację, do pełnego radości uśmiechu. Główna bohaterka z racji tego, kim jest, musi walczyć o wszystko: dach nad głową, pozycję w społeczeństwie i jakikolwiek szacunek. Czasem, gdy czytałam o niesprawiedliwości ludzi wobec niej, było mi żal Cinder, jednak jej niektóre cięte riposty i chwile szczęścia sprawiały, że i mi robiło się cierpło na sercu.
    A przecież nie ma to, jak przeżywanie powieści razem z główną bohaterką!

    Ostatnio udaje mi się trafić na same dobre książki, to aż zdumiewające. Pewnie sobie myślicie: no i znowu poleca jakąś książka. Ale naprawdę warto poświęcić jej chwilę uwagi i spędzić popołudnie w świecie nowoczesnego kopciuszka. Osobiście wchłonęłam tę książkę. Nawet nie zauważyłam, że zbliżam się ku końcowi, tak mnie oczarowała!
    Dlatego zachęcam wszystkim fanów science fiction, futurystycznych powieści i pięknych baśni do zapoznania się z tą jedyną w swoim rodzaju książką.

    Ocena: 9.5/10

    Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Egmont za możliwość poznania nowego kopciuszka.



    Saga Księżycowa:
    1. Cinder
    2. Scarlet (premiera w USA: 05.02.2013)
    3. Cress
    4. Winter

    poniedziałek, 15 października 2012

    "Magiczna gondola" - Eva Völler


  • Wydawnictwo Egmont
  • Rok wydania: 2012
  • Ilość stron: 463
  • Cena: 39.99 zł








  • Na pokładzie czerwonej gondoli


    Czas
    Podróż zaczyna się, jak wszyscy pasażerowie zajmą swoje miejsca. Wtedy gondola odbija od brzegu i zaczyna się (dosłownie) podróż poza czasem. W jednym momencie znajdujesz się w XXI wieku i trzymasz w ręce swojego iPoda, a chwilę potem w XV, gdzie nic już nie jest takie samo, a twoje ukochane urządzenie zniknęło. Dobry kawał, sen czy magia? Jak myślisz?

    Wszystko ma jakiś początek
    Anna przyjechała do Wenecji wraz z rodzicami, by przeżyć niezapomniane wakacje. Nic nie zwiastowało ciekawych i przedziwnych przygód. No może poza odwiedzinami w sklepie z maksami i zakupieniem takiej przypominającej kota, tak naprawdę od tego wszystko się zaczęło. Pewnego słonecznego dnia bohaterka wybrała się na paradę łodzi, ale zanim miała okazję ją zobaczyć, została wrzucona do wody. Uratował ją chłopak, który był sprawcą jej wypadku. Wciągnął ją na czerwoną gondolę. Gdy już Anna miała zejść na brzeg, wydarzyło się coś niezwykłego: huknęło, rozbłysło światło, a po chwili dziewczyna obudziła się w nocy, leżąc na pokładzie statku. A rzeczywistość wydała się jej jakaś inna. Co się wydarzyło? Dlaczego Anna ma wrażenie, że znalazła się w innej opoce? Kim jest jej przystojny wybawca i jednocześnie sprawca kłopotów?

    Wenecja
    Tłem powieści jest XV-wieczna Wenecja. Nadaje to historii magii, uroku i tajemniczości. Wraz z bohaterką przemykałam po uliczkach tego niezwykłego miasta, razem z nią pływałam gondolami po kanałach.
    Uwielbiam, gdy akcja jest osadzona w jakimś niepowtarzalnym miejscu, sprawia to, że książka podoba mi się zdecydowanie bardziej. I tym razem również tak było.

    Kerstin Gier i jej seria
    W pewien sposób (i nie mówię tylko o podróżach w czasie) Magiczna gondola przypominała mi Trylogię Czasu. Równie lekko i szybko pochłaniało się tę historię. Anna też czasem sarkastycznie patrzyła na świat i nie zabrakło jej zabawnych spostrzeżeń. Może ta książka nie przerosła cudownej trylogii Kerstin Gier, ale ma w sobie coś niesamowitego i równie przyciągającego. Sam fakt, że porównuję ją do Trylogii Czasu i nie wydaje mi się dużo słabsza, jest wielkim komplementem!

    Kontynuacja?
    Podobno autorka planuje napisać o dalszych losach Anny, ale wydaje mi się, że nie ma pewności, iż to zrobi. Poza tym nigdy nie wiadomo, czy w Polsce by to wydano. Moim zdaniem jednak nie ma wielkiej potrzeby. Oczywiście chętnie dowiedziałabym się, co stanie się z bohaterami, ale nie jest to konieczne. Książka mimo otwartego zakończenia bardzo ładnie się zakończyła i na razie nie ciągnie mnie do kontynuacji.

    Czytać czy nie?
    Zdecydowanie tak! Może to dzięki temu, że książka trafiła do mnie w odpowiednim czasie, ale jestem nią po prostu oczarowana. Czytało mi się ją zaskakująco dobrze, w życiu nie spodziewałam się czegoś aż tak dobrego. Szczerze polecam wszystkim lubującym się w podróżach w czasie i powieściach z magicznym miastem w tle!

    Ocena: 9/10

    Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Egmont za możliwość przemierzania XV-wiecznej Wenecji.


    czwartek, 9 sierpnia 2012

    "Cienie na Księżycu" - Zoë Marriott

    Tytuł: "Cienie na Księżycu"
    Autor: Zoë Marriott
    Wydawnictwo Egmont
    Powieść w jednym tomie
    Rok wydania: 2012
    Ilość stron: 445
    Cena: 34.99 zł







     
    Historia dziewczyny o wielu imionach

    Jako dziecko uwielbiałam czytać baśnie przepełnione magią. Dlatego właśnie sięgnęłam po Cienie na Księżycu. Owa powieść kojarzyła mi się z tymi pięknymi historiami. I po jej skończeniu mogę stwierdzić, że moje skojarzenia były słuszne.

    Całe życie Suzume zmieniło się jednego feralnego dnia. Potem nic już nie było takie samo. Żołnierze w czarnych zbrojach odwiedzili dom bohaterki i zabili jej ojca i kuzynkę. Suzume jako jedyna przeżyła i to tylko dzięki swojemu dziwnemu darowi, o którym do tej pory nie miała pojęcia i obcemu starszemu mężczyźnie. Rodzina dziewczyny została okrzyknięta zdrajcami, Suzume i jej matka, nieobecna podczas strasznych wydarzeń, musiały zmienić nazwisko i ukryć się w domu najlepszego przyjaciela ojca, za którego wkrótce mama dziewczyny wyszła za mąż. Bohaterka nie pałała sympatią do ojczyma i jak się okazało, słusznie. To on pozbawił życia jej tatę i kuzynkę. To on odpowiadał za nieszczęście Suzume. Dziewczyna zmuszona do ucieczki z jedynego domu, jaki ma, musi walczyć o swoje życie. A marzy tylko o jednym. O zemście.

    Tłem akcji jest kraj fantastyczny, do złudzenia przypominający Japonię i podczas lektury czuje się to bardzo mocno, między innymi dzięki japońskiemu nazewnictwu. To sprawia że powieść ma jedyny, niepowtarzalny klimat. Interesujesz się tym obcym krajem o kulturze tak różnej od naszej? Jeśli tak, to koniecznie przeczytaj tę powieść.

    Chyba po raz pierwszy zwróciłam uwagę na tłumaczenie. Książka napisana jest pięknym językiem, co bardzo dobrze udało się oddać tłumaczce. Nawet wierszyki występujące w utworze brzmią melodyjnie i ładnie po polsku. Do tego dochodzi fakt, że w powieści brak jakichkolwiek błędów, literówek, a ostatnimi czasy w książkach często natykałam się na takie pomyłki. Zresztą Cienie na Księżycu są starannie wydane, okładka przyciąga wzrok. Dzięki tym wszystkim staraniom Wydawnictwa powieść czyta się przyjemniej.

    Jeśli szukasz nieschematycznej powieści, innej od reszty, to ta na pewno zalicza się do takich. Nie ma ani nastolatki, która w szkole poznaje wyjątkowego chłopaka, sprawiającego, że jej życie wywraca się do góry nogami, ani twardej, bezwzględnej bohaterki polującej na demony. Cienie na księżycu to oryginalna historia o dziewczynie, której odebrano wszystko.

    Mimo całej niepospolitości książki, miała ona wady. Nie polubiłam bohaterów, gdyż dla mnie nie wyróżniali się niczym szczególnym, nie wydawali mi się prawdziwi, trudno mi się z nimi utożsamiało. Czasem nie rozumiałam motywów działań głównej bohaterki. Po skończeniu lektury odczuwałam brak czegoś, jakby wszystko za gładko się potoczyło. Jednak niektórzy inaczej mogą odebrać to, co mi się nie podobało. Poza tym powieść naprawdę jest wyjątkowa, a to już coś :)

    Komu przede wszystkim polecam? Tym, którym znudziło się wszystko inne. Jeśli macie dość powieści obyczajowych o zwykłych nastolatkach, paranormal romance przepełnionych wilkołakami, wampirami, fantastyki pełnej niemożliwości, kryminałów z tajemnicami czającymi się po kątach, to Cienie na Księżycu są zdecydowanie dla ciebie. Tutaj znajdziesz coś innego, oryginalnego. Tylko czy jesteś gotowy wyruszyć po to aż do Japonii?

    Ocena: 7/10

    Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Egmont za możliwość poznania historii Suzume. 



    Trailer:

    piątek, 11 maja 2012

    "Strażnicy historii. Nadciąga burza" - Damian Dibben


    Tytuł: "Strażnicy historii. Nadciąga burza"
    Autor: Damian Dibben
    Wydawnictwo Egmont
    Strażnicy historii #1
    Rok wydania: 2012
    Ilość stron: 327






    Walka w obronie historii

    Świat istniał na długo przed naszymi urodzinami, tyle rzeczy wydarzyło się, zanim my w ogóle przyszliśmy na świat. Tyle ciekawych historii miało miejsce w minionych wiekach. Kto nie chciałby mieć możliwości zobaczenia przeszłości na własne oczy? Kto nie chciałby osobiście poznać Leonarda Da Vinci, Krzysztofa Kolumba? Okazuje się, że garstka ludzi posiada taką możliwość.

    W piątkowe popołudnie, gdy Jake Djones wraca ze szkoły do domu, zostaje porwany przez osobliwych ludzi, którzy wygadują osobliwe rzeczy. Chłopak na początku nie rozumie, o czym oni mówią, co się dzieje, potem nie bardzo chce wierzyć w usłyszane wiadomości. Ale gdy okazują się one prawdziwe, cały świat Jake'a się zmienia. Jego rodzice zaginęli na misji, którą wykonywali dla Tajnych Służb Straży Historii, nikt nie wie, gdzie oni są, ani czy jeszcze żyją. Chłopak wyrusza w niebezpieczną podróż, by uratować mamę i tatę. Towarzyszą mu nowo poznani znajomi, w tym piękna Topaz, która sprawia, że serce Jake'a bije szybciej. Główny bohater zostaje wplątany w wojnę o historię. Jeśli wygra ciemność, to skutki będą katastrofalne. Czy jesteś gotowy wkroczyć w przeszłość, by uratować teraźniejszość?

    W powieści występuje wielu ciekawych bohaterów, każdy z nich ma swoje własne dziwności i zwyczaje. Postaci stworzone przez Damiana Dibbena są niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju. Moim ulubieńcem został narcystyczny Nathan, który uwielbia przeglądać się w lustrach. Jego poczucie humoru nawet w najgorszych sytuacjach było rozbrajające.

    Książka jest przepełniona akcją, na każdej stronie coś się dzieje. Ale nic jakoś specjalnie mnie nie zaskoczyło, nie wbiło w fotel. Wydarzenia da się przewidzieć, a mimo to trudno oderwać się choćby na chwilę i opuścić przeszłość na rzecz teraźniejszości. Książka wciąga tak bardzo właśnie dzięki pędzącej z niewyobrażalną prędkością akcji. Zwykle to, co pędzi wprost przed siebie nie zważając na nic, rozbija się i dramatycznie kończy dla pasażerów. Czy i tym razem tak będzie?

    Inną serią o podróżach w czasie, jaką dotychczas czytałam jest znakomita Trylogia czasu. Jeśli spodziewacie się czegoś na wzór dzieł Kerstin Gier, to bez wątpienia rozczarujecie się. Strażnicy historii różnią się od wspomnianego cyklu niemal pod każdym względem. Mimo to powieść Damiana Dibbena również ma swój urok i porywa czytelnika w intrygujący świat. W moim odczuciu nie dorównała ona Trylogii czasu, co wcale nie znaczy, że lektura Strażników historii nie była przyjemnością!

    Przygoda, którą przeżyłam w odmętach przeszłości należy do tych niezapomnianych. Bardzo dobrze się bawiłam towarzysząc nowym przyjaciołom (przede wszystkim Nathanowi) w ich walce w obronie historii. Książka zdecydowanie mi się podobała, dlatego bez wahania gorąco ją polecam miłośnikom literatury fantastycznej. Wydaje mi się, że Strażnicy historii przypadną do gustu przede wszystkim nastoletnim duszom spragnionym wrażeń, więc to ich zachęcam do wkroczenia w świat stworzony przed Damiana Dibbena.

    Ocena: 8.5/10

    Za możliwość podróżowania w czasie dziękuję Wydawnictwu Egmont.



    Książka dostępna również jako audiobook!

    Trailer:


    piątek, 4 maja 2012

    "Reckless. Kamienne ciało" - Cornelia Funke

    Tytuł: "Reckless. Kamienne ciało"
    Autor: Cornelia Funke
    Wydawnictwo Egmont
    Reckless #1
    Rok wydania: 2012
    Ilość stron: 348
    Cena: 34,99 zł







    Po drugiej stronie lustra...

    Bajki i baśnie, mimo że przyjemne są tylko bajkami i baśniami. Pięknymi historiami o szczęśliwym zakończeniu, czytanymi, gdy sen nie chce nadejść. Możliwością ucieczki do innego świata. A co, jeśli niektóre z tych historii są prawdziwe? A co, jeśli niektóre z bajkowych stworzeń żyją naprawdę? Jeśli istnieje miejsce po drugiej stronie lustra? Ono nie jest ułudą. Czeka tylko, aż je odkryjesz.

    Jakub Reckless pewnego dnia odnalazł drogę na drugą stronę lustra. To miejsce pełne magicznych stworzeń szybko stało się dla niego domem, czymś, za czym tęsknił. Nie zawsze było bezpiecznym schronieniem, ale chłopakowi przynajmniej nigdy nie brakowało ciekawych przygód. Przemierzał ów świat w poszukiwaniu niesamowitych przedmiotów przeznaczonych do dziwnych celów. Jego wierną towarzyszką została Lisica, gotowa oddać życie za Jakuba. Chłopak zawsze był ostrożny, dbał, by nikt inny nie odnalazł miejsca po drugiej stronie lustra. Ale pewnego dnia popełnił fatalny błąd i jego młodszy brat, Will, znalazł się w magicznym świecie, a jego ciało zaczęło zamieniać się w kamień. Jakub musi się pośpieszyć, jeśli chce uratować brata. Czeka go nie lada wyzwanie, które może zaprowadzić go na krańce wszystkiego. Czy odważy się skoczyć?

    Reckless. Kamienne ciało to nie pierwsza powieść tej autorki, z jaką miałam do czynienia. W przeszłości czytałam Smoczego jeźdźca, Anyżową warownię i Atramentową Trylogię. Każdy z tych utworów niezmiernie przypadł mi do gustu i silnie podziałał na wyobraźnię. Dlatego miałam dość spore wymagania wobec Reckless, chyba zbyt duże. Czegoś mi zabrakło w tej powieści. Ogólnie odebrałam ją pozytywnie, ale nie przemówiła ona do mojej duszy, nie skradła mojego serca, jak to wyjątkowe dzieła literackie potrafią.

    Czytanie bardzo umila piękne wydanie. Tajemnicza, mroczna okładka, która przyciąga wzrok to nie wszystko. Oprócz niej pomiędzy kartkami Reckless ukrywają się ilustracje zrobione przez Cornelię Funke, są one naprawdę ładne, aż zazdrość mnie dopadła, że ja nie umiem tak rysować. Dzięki tym ozdobnikom lektura tej książki to czysta przyjemność

    Reckless należy to tych powieści, które czyta się niezwykle szybko, lekko i miło. Ani się obejrzałam, a już było po przyjemności i książkę skończyłam. Świat Jakuba pochłania czytelnika i nie pozwala się oderwać, aż do momentu, gdy nie pozna on odpowiedzi na nurtujące go pytanie: czy główny bohater ocali swojego brata? Kolejnym wielkim plusem jest ładny język, jakim posługuje się autorka. Jej opisy są barwne i sugestywne, czyli takie, jakie uwielbiam!

    Kogo przede wszystkim zachęcam do przeżycia przygody z Jakubem? Oczywiście tych, którzy od dawna zaczytują się w powieściach Cornelii Funke. Ta książka również zawiera w sobie urok i otwiera drzwi do nieznanego, ale pociągającego świata. Reckless polecam także czytelnikom uwielbiającym magiczne historie, pełne magicznych przygód, bo takich tutaj nie brakuje.

    Tylko zastanówcie się dobrze. Czy jesteście gotowi, by przejść na drugą stronę lustra? Mimo niebezpieczeństw czyhających tam na Was? Mimo że powrót do starego świata może nie być łatwy? Tak? Jesteście pewni? Jeśli odpowiedź jest twierdząca, to koniecznie pędźcie do księgarni i przeżyjcie swoją przygodę z Jakubem.

    Ocena: 8/10

    Za możliwość przejścia na drugą stronę lustra dziękuję Wydawnictwu Egmont. 


    Cornelia Funke jest najbardziej znaną i cenioną na świecie niemiecką autorką książek dla dzieci. Obecnie mieszka w Los Angeles w Kalifornii, lecz jej kariera pisarki i ilustratorki książek zaczęła się w Hamburgu. Po ukończeniu studiów pedagogicznych, a następnie wydziału grafiki, pracowała jako samodzielna ilustratorka książek dla dzieci.
    Ponieważ opowieści, które opatrywała ilustracjami, nie zawsze jej się podobały, sama zaczęła pisać. Największym powodzeniem cieszą się następujące jej utwory:
    Smoczy jeździec, cykl Dzikie kury i Król Złodziei. Ta ostatnia książka przyniosła jej międzynarodową popularność. Jej Atramentowa trylogia znalazła się na światowych listach bestsellerów. Cornelia Funke nie bez przyczyny nazywana jest niemiecką Rowling. *
    I taka ciekawostka: W kwietniu 2005 roku Cornelia Funke znalazła się na liście 100 najbardziej wpływowych osób amerykańskiego "Time’a", m.in. obok Clinta Eastwooda i Johnny'ego Deppa

    *źródło: www.egmont.pl

    wtorek, 31 stycznia 2012

    "Wampy, Wampiry..." - Lucienne Diver


    Nowe pokolenie wampirów...

    Wampiry, od czasów Stephenie Meyer stały się ponownie niezwykle popularnym tematem. Mamy różnych krwiopijców: idealnego Edwarda („Zmierzch”),  przechodzącą przemianę odważną Zoey („Dom nocy”), walczącego ze swoim przeznaczeniem Stefano („Pamiętniki wampirów”), obojętnego na swój los Simona („Dary anioła”). Byłam ciekawa, jaką wersję wampira wymyśliła Lucienne Diver, dlatego sięgnęłam po „Wampy, wampiry...”. Niestety, jej kreacja tych istot nie bardzo przypadła mi do gustu.

    Wyobraźcie sobie pobudkę nocą w przerażającym grobie, pierwsza Wasza myśl: czy są tam robaki – nie brzmi to przyjemnie i zachęcająco, prawda? Właśnie w takim momencie poznajemy Ginę, bohaterkę książki „Wampy, Wampiry...”, kiedy dokonuje się w niej zmiana w wampira. Gdy wreszcie udaje jej się wydostać z grobu, natyka się na Bobby'ego – chłopaka, który ją przemienił. Przez jakiś czas wspólnie cieszą się wolnością, nieśmiertelnością i tym wszystkim, co wiąże się z byciem nieumarłym. Ale jak zwykle szczęście nie trwa długo. Zostają schwytani przez Mellisande, wampirzycę o wielkich ambicjach, która powoli przeobraża całą szkolę Giny w swoją wampirzą armię. Gina ze swoimi skłonnościami do ratowania świata próbuje zapobiec katastrofie, ale co może zrobić jedna dziewczyna-wampir przeciw tak wielkiej potędze? Bardzo dużo...

    Kojarzycie taką czeską bajkę o dwóch sąsiadach, którzy robią tak głupie rzeczy, że aż śmieszne i w ten sposób uczą dzieci, czego nie należy robić? To właśnie tak czułam się podczas czytania „Wampów, Wampirów...”, jakbym znowu była małym dzieckiem oglądającym tę głupiutką kreskówkę. Zachowanie głównej bohaterki było na tym samym poziomie, co właśnie postaci „Sąsiadów”.

    Tak naprawdę głównymi bohaterami tej powieści są ciuchy, makijaż, fryzury, ogólnie dobry wygląd, na każdej stronie „Wampów, Wampirów...” jest wzmianka, jak ktoś wygląda. Gina cały czas myśli o tym, czy dobrze się prezentuje. Mnie to bardzo irytowało, ale może ktoś inny uzna to za zaletę tego utworu. Ja, czytając, nauczyłam się, że nigdy nie powinnam zrobić sobie fryzury „na pazia”, bo to porażka wszech czasów...

    Komu polecam tę powieść? Na pewno osobom, które kochają wampiry w każdej postaci i nigdy nie mają ich dość. Ale także zmęczonym dziewczynom, które po powrocie do domu, są tak wyczerpane, że nie mają siły na żadną ambitną lekturę. Ta książka to idealny sposób na odstresowanie się, pozwoli każdemu się zresetować. Taka króciutka, idealna na jeden piątkowy wieczór.

    Powieść tę czytałam jednym ciągiem i czasem głupota bohaterki wywoływała mój uśmiech. Jednak jestem pewna, że nie będę powtarzać tej lektury. Dlatego nie polecę Wam tej powieści, ale i nie odradzę. Sami zdecydujcie, czy macie ochotę na odpoczynek przy „Wampach, Wampirach...”.

    Ocena: 5.5/10

    Za możliwość zrecenzowania tej powieści dziękuję Wydawnictwu Egmont.





    Jakiś czas temu usłyszałam piosenkę, którą potrafię słuchać na okrągło. Strasznie kojarzy mi się z Gwen, Gideonem, ogółem z "Trylogią czasu". Jestem ciekawa, czy i Wam się spodoba. Oto ona:

    niedziela, 18 września 2011

    "Tańcząca" - Sarah Rubin


    Marzenia są po to, by je spełniać.

    Każdy z nas marzy, czasami o gwiazdce z nieba, a czasem o tym, by następnego dnia święciło słońce. Nie ma marzeń mniej ważnych od innych. W „Tańczącej” podobało mi się to, że główna bohaterka była tak wytrwała w swoim marzeniu i robiła wszystko, żeby je spełnić. Powieść stworzona przez Sarah Rubin zachwyca swoim pięknem i subtelnością.

    Autorka posługuje się soczystym językiem, który nadaje tekstowi barwę i realność. Miałam wrażenie, że te wszystkie wydarzenia dzieją się tuż przed moim nosem. Widziałam je oczami wyobraźni, co było naprawdę niesamowite.

    Historia opowiada o Casey, dziewczynie wychowywanej przez mamę i kochającą babcię w trudnych warunkach, pieniędzy ledwo starcza na podstawowe potrzeby. Bohaterka nie powala urodą: ma odstające uszy, pełno piegów, koślawe kolana. Od zawsze marzy o jednym: chce tańczyć. Nigdy nie pobierała żadnych lekcji tańca, gdyż nie było jej na to stać, ale ma wrodzony talent i ogromny zapał. By spełnić swoje największe marzenie sama musi zarobić na bilet autobusowy do Nowego Jorku, w którym odbywają się przesłuchania do sztuki. W imię tego łamie daną sobie przysięgę: zatrudnia się w najbardziej znienawidzonym przez siebie miejscu, w szpitalu, w którym pracuje jej mama i babcia. Ale udaje jej się. Nim się obejrzy, siedzi w autobusie mknącym prosto do Nowego Jorku, miejsca, gdzie jej marzenia mogą się spełnić. Czy uda jej się? Czy odnajdzie się w tak wielkim mieście? Czy pokona wszystkie przeciwności losu?

    Bardzo polubiłam główną bohaterkę. Najbardziej podobało mi się to, że przez cały czas wiedziała, czego chce i do czego dąży. Mimo tego, że los nie potraktował jej łagodnie: nie miała ojca, jej rodzinie brakowało pieniędzy, dała radę. Dążenie do spełnienia marzenia kosztowało ją wiele wysiłku, zachodu i pracy, ale nie wycofała się i ani razu nie zwątpiła.

    Mimo że w książce dużą rolę odgrywa taniec, to nie polecam jej tylko miłośnikom tej sztuki, ale także tym, którzy nigdy nie przestają marzyć i drobnymi kroczkami dążą do obranego przez siebie celu. „Tańcząca” jest skierowana do dużego grona odbiorców, wydaje mi się, że spodoba się i dorosłym i nastolatkom, każdemu.
    To pełna uroku powieść, która sprawia, że podczas lektury samemu ma się ochotę zatańczyć, nawet jak się nie potrafi.

    A to ostanie zdanie książki, które wyjątkowo mi się spodobało:
    Nazywam się Casey Quinn, jestem tancerką i nigdy nie przestanę nią być. Słyszycie? Nigdy. Nigdy!”

    Ocena: 8,5/10

    Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Egmont, za co serdecznie dziękuję.



    „Tańcząca” pojawi się w księgarniach już w październiku!

    niedziela, 31 lipca 2011

    "Błękit szafiru" - Kerstin Gier

     Tytuł:  "Błękit szafiru"
     Autor: Kerstin Gier
     Wydawnictwo: Egmont
     Ilość stron: 363
    Premiera: 12 październik 2011












    Magnetyzm szafiru.”

    Ostatnio miałam straszny zastój w czytaniu, a dla mnie nie istnieje nic gorszego w wakacje. Nie miałam ochoty oddawać się lekturze, książki nie pochłaniały mojej uwagi. Jednak jak tylko „Błękit szafiru” trafił w moje ręce, zamknęłam się w pokoju, sam na sam z książką i na długi czas zniknęłam ze świata żywych, nie odbierałam telefonów, nie odpisywałam na sms'y, ba, nawet ich nie słyszałam. Zostałam pochłonięta przez świat Gwendolyn i marzyłam tylko o jednym: nigdy z niego nie wychodzić. Nie ma to, jak powieść działająca jak magnez i przyciągająca przez cały czas uwagę czytelnika, po skończeniu można myśleć tylko o przygodach bohaterów i żałować, że to już koniec.

    Tak jak w pierwszej części mamy prolog i epilog nie dotyczący głównych bohaterów tylko ich krewnych: Lucy i Paula. Ten zabieg nadaje powieści aurę tajemniczości i sprawia, że jest się ciekawym rozwiązania całej zagadki. A pomiędzy kolejnymi rozdziałami znajdujemy różne notatki, cytaty, zapiski, które nie zawsze są jasne, ale urozmaicają tekst.

    Sama akcja powieści zaczyna się w tym samym momencie, w którym skończyła się pierwsza część, co mnie ucieszyło. Relacja między Gwendolyn a Gideonem, dwójką głównych bohaterów, ulega zmianie. Mają oni misję wprowadzenia do chronografu (urządzenia, dzięki któremu można kontrolować przenoszenie się w przeszłość) odrobiny krwi każdego podróżnika w czasie, który żył na przestrzeni wieków. Ma to uratować wszystko i wszystkich. Ale czy rzeczywiście? Nikt nie wie do końca, co się po tym stanie, pewne jest, że Lucy i Paul chcą w tym przeszkodzić. Gwenny siedzi w tym od zaledwie kilku dni i naprawdę mało rozumie z tego, co się dzieje, nie pomaga jej to, że większość osób zamieszanych w sprawę jej nie ufa i podejrzewa, że ich zdradzi. Co tym razem przydarzy się bohaterom? Kto kłamie, a kto mówi prawdę?

    Narrację prowadzi Gwendolyn, ostatnia z dwunastu podróżników w czasie. Ma ona specjalny dar: widzi duchy, demony, z jednym nawet się zaprzyjaźnia, to kotopodobne stworzenie nazywa się Xemerius i doprowadzało mnie do wielokrotnych wybuchów śmiechu. Sama bohaterka z miejsca zdobyła moją sympatię. Gideon, drugi nosiciel genu, to dość skomplikowana postać, zmieniająca się co chwilę. Między nim a Gwen jest „chemia”, która raczej utrudnia wszystko, a nie ułatwia, szczególnie, że mają inne poglądy. Chłopak, tak jak wszyscy jest przekonany, że Lucy i Paul, tajemnicza dwójka, uważana za jedynych, którzy mogą przeszkodzić w misji, to źli i egoistyczni ludzie, jedynie Gwnedolyn ma jakiekolwiek wątpliwości co do tego i nie ufa hrabiemu de Saint Germain, ja osobiście cały czas zastanawiałam się, kto tak naprawdę ma rację: hrabia czy Lucy i Paul? Wracając do Gideona, uwielbiam go po prostu! Od pierwszej części czekałam na każdy moment, w którym występuje, tu było tak samo, gdy tylko wkraczał na scenę, serce zaczynało mi szybciej bić. Nie lubiłam zaś Charlotty, która jest kuzynką Gwenny mocno zakochaną w Gideonie, z kolei gdy ona się pojawiała, miałam ochotę zgrzytać zębami. Oczywiście, to nie wszyscy bohaterowie powieści, ale jeśli chcecie poznać innych, to już na własną rękę, ja więcej nie zdradzę :).

    Błękit szafiru” to niezmiernie tajemnicza, skomplikowana i poplątana historia. Autorka wydaje się mieć to wszystko zaplanowane, nie pomija żadnego szczegółu, podziwiam ją, że się nie gubi w tych wszystkich podróżach w czasie i intrygach. Po skończeniu drugiego tomu nadal nie jestem pewna, o co chodzi, komu ufać, co kieruje tym bohaterem. a co tym. Z każdą stroną robiło się tylko ciekawiej i pojawiało się więcej pytań. Okazało się, że większość moich przypuszczeń, które miałam po skończeniu czytania „Czerwieni rubinu” (tom 1. trylogii) była błędna.
    Tak jak z niecierpliwością czekałam na „Błękit szafiru”, tak teraz wręcz umieram z ciekawości, co znajdę w ostatniej części.

    Czy wspominałam już, że to jedna z najlepszych serii, spośród tych, z jakimi miałam do czynienia? Jeśli nie, to robię to teraz. Uwagę przykuwa okładka, która pięknie będzie prezentować się na półce, a sama treść jest niesamowita, bohaterowie zapadają w pamięć i rozkochują w sobie. Czy czytelnikowi potrzeba czegoś jeszcze?
    Ocena: 11/10 (Nie wiem, jak inaczej wyrazić mój zachwyt dla tej powieści :))

    Za książkę jestem niezmiernie wdzięczna Wydawnictwu Egmont. 

     

    W skład „Trylogii Czasu” wchodzi:

    1.Czerwień rubinu”                                          2. Błękit szafiru                         
    (moja recenzja                                                 (szukajcie w księgarniach 12 października)
                                                                                                                                        


                                                                  3. "Zieleń szmaragdu"
                                                                  (ukaże się wiosną 2012 roku)
                                                      
     A wkrótce ta seria ma zostać zekranizowana :)

    __________________________________________
    Ostatnio nie miałam dostępu do internetu, dlatego nie pojawiały się nowe recenzje i nie komentowałam Waszych postów, obiecuję, że teraz to nadrobię :D

    piątek, 15 lipca 2011

    (Nie)Umarli. Księga 1 - Jonas - Eden Maguire



    Wejdź do świata (Nie)Umarłych i przywitaj się ze śmiercią.”

    Naczytałam się wielu bardzo negatywnych recenzji „(Nie)Umarłych”, jednak jako osoba ciekawska, chciałam sama się dowiedzieć, jak to z nimi jest. Czy to rzecz gustu, czy może książka rzeczywiście należy do beznadziejnych. Podoba mi się jej okładka, a zawsze to już jakiś plus :) Z obawą zaczęłam czytać i bez większych problemów doszłam do końca, ale co znalazłam w środku?

    Darina dwa dni temu straciła chłopaka, nie, nie dlatego, że od niej odszedł, zginął podczas bójki. Byli ze sobą całe dwa miesiące! To niemal jak całe życie, więc jak bohaterka może przetrwać bez niego? Przecież taki okres wystarczy nastoletniemu człowiekowi, by móc mówić: kocham, nigdy cię nie opuszczę, jestem gotowa oddać za ciebie życie. Dobra, to była ironia. Ale właśnie to nie podobało mi się najbardziej w tej książce, ta miłość Dariny do Phoenixa, no przecież po tak krótkim czasie bycia razem, nie można przewidzieć, że to będzie trwać do końca, a do tego ich uczucie było słodsze niż miód, wydaje mi się, że autorka przesadziła...
    W każdym razie Darina dwa dni po śmierci ukochanego trafia na opuszczoną farmę. A tam w stajni stoi żywy Phoenix, zresztą wraz z trójką niedawno zmarłych nastolatków. To niemożliwe, musiało jej się coś przewidzieć, ale nawet po przetarciu oczu bohaterka widzi ich stojących, mówiących. A wraz z nimi jest Łowczy, ich opiekun. Dziewczyna zwiewa do domu, by tam przetrawić to, co wydawało się jej, że zobaczyła. Następnego dnia w szkole Darina kilkakrotnie widzi Phoenixa, czy oszalała? Po lekcjach wraz z Brandonem, bratem swojego chłopaka , jedzie na przejażdżkę, by ten opowiedział jej, jak zginął jej ukochany: został pchnięty nożem.
    Jakiś czas później, podczas kolejnej wizyty w opuszczonej farmie, spotyka Phoenixa. Naprawdę jego. Rozmawia z nim, całuje go, dotyka. Tylko jak ktoś martwy może być żywy? Oczywiście dzięki temu w Darinę na nowo wstępuje życie i wszystko nabiera kolorów. Jednak tę piękną chwilę, pełną miłosnych wyznań przerywa Łowczy, który pragnie wymazać dziewczynie pamięć, tak że nawet nie będzie wiedzieć o życiu (Nie)Umarłych. Na szczęście nasza inteligentna bohaterka zawrze z nim umowę i dzięki temu nie zapomni niczego. Czy to dobra decyzja?

    Jak już pisałam, najgorszy w tej powieści był sposób ukazania uczucia pomiędzy Dariną a Phoenixem. W całej książce aż roi się od ich dennych, naiwnych wyznań, gestów i słów. Czasami, aż mnie skręcało, no bo jak można znieść takie słodkości:
    Za kogo mnie uważasz? - zaprotestował z oczami błyszczącymi gniewem. - Sądzisz, że wyprę się ciebie, Darina? Spójrz na mnie. To ja, Phoenix. Czy nie byłem zawsze wobec ciebie szczery? Patrz na mnie i czytaj w moim sercu!

    Można znaleźć jeszcze wiele takich cytatów, jednak sam pomysł na (Nie)Umarłych był niczego sobie, choć nie był zbyt oryginalny, bo przecież ludzie wracający z zaświatów, by coś dokończyć, już występowali w literaturze. Jednak autorka ładnie ubrała swój zamysł w słowa. W momentach, gdy Darina była sama, bez Phoenixa i nie myślała o nim (co rzadko się zdarzało) robiło się naprawdę ciekawie.
    Rozwiązywanie zagadki Jonasa, jednego ze zmarłych nastolatków, zostało dobrze poprowadzone i to ratuje tę powieść w moich oczach.

    (Nie)Umarli” dla mnie nie są „dnem” i wcale nie męczyłam się podczas czytania. Szło mi łatwo i lekko. Jednak polecam ją tylko i wyłącznie tym, którzy uwielbiają wszystkie paranormalne historie i nie oczekują od nich wiele. Jeśli będę miała okazję, to sięgnę po drugą część, by zobaczyć, co tam jeszcze wymyśli autorka...

    Ocena: 5/10

    Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Egmont, za co serdecznie dziękuję.





    Oto okładka i opis drugiej części pod tytułem „(Nie)Umarli księga 2 – Arizona”:


    Minął już prawie rok, odkąd Arizona utonęła w jeziorze Hartmann. Oficjalnie przyjęta wersja samobójstwa wciąż budzi zbyt wiele wątpliwości. Z jakiego powodu Arizona, silna, pewna siebie dziewczyna, świetna pływaczka, miałaby w ten sposób pozbawić się życia? Darina musi pomóc Arizonie, tak jak pomogła Jonasowi. Niewidzialne skrzydła już zaczynają trzepotać - (Nie)Umarłym grozi niebezpieczeństwo, czas ucieka... Nie bierz tej książki do ręki - nie będziesz w stanie jej odłożyć.
    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...