Sample text

"Książka jest niczym ogród, który można włożyć do kieszeni"

"
Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika...Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana."

"Książka - to mistrz, co darmo nauki udziela, kto ją lubi - doradcę ma i przyjaciela, który z nim smutki dzieli, pomaga radości, chwilę nudów odpędza, osładza cierpkości."

"Kiedy przeczytam nową książkę, to tak jakbym znalazł nowego przyjaciela, a gdy przeczytam książkę, którą już czytałem - to tak jakbym spotkał się ze starym przyjacielem."
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 11/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 11/10. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 sierpnia 2012

"Trzy metry nad niebem" - Federico Moccia

  • Wydawnictwo Muza 
  • Trzy metry nad niebem #1 
  • Rok wydania: 2012 
  • Ilość stron: 334
  • Cena: 29.99 zł








  • Czy wrócę kiedyś tam, gdzie wszystko wydaje się piękniejsze?*

    Wiatr targa włosy, słońce ogrzewa twarz. Mocno trzymasz się chłopaka przed sobą, przylegasz do jego pleców, wdychasz jego zapach. Mimo zawrotnej prędkości, strach jest ci obcy. Wiesz, że przy nim nic ci nie grozi. Uśmiech rozjaśnia twarz, w oczach skrzy się miłość. Pierwsze zakochanie, smak przygody, on, tak inny od ciebie. Znajdujesz się w niebie. Nie, wyżej, co najmniej trzy metry nad niebem.

    Wystarcza jeden dzień, by zmienić życie ich obojga. Jedna krótka chwila, jedno spotkanie decyduje o przyszłości. Co by się stało, gdyby nie skrzyżowali swoich spojrzeń, gdyby on nie podjechał?
    Babi, idealna córka z bogatej, szanującej się rodziny, jedzie wraz z ojcem do szkoły. Jej myśli pochłania łacina. I wtedy on znajduje się obok niej. Zaczepia ją. Tak zaczyna się ich znajomość.
    Step to rozrabiaka kochający kłopoty. Całe dnie śpi, a nocami jeździ na motorze, ściga się, chodzi na siłownię, spotyka się ze swoimi niesfornymi kumplami, wdaje się w bijatyki, straszy kolejnych ludzi. Jednak nie zawsze był taki jak teraz. Odmieniło go coś, o czym nikomu nigdy nie mówił.
    Dwa skrajne światy, dwa tak bardzo różniące się charaktery. Co jedno może zaproponować drugiemu?
    Babi pełna niechęci nie widzi w Stepie żadnych zalet, no może poza jego wyglądem. Marzy tylko o tym, by zniknął z jej życia, zostawił ją w spokoju. Ale wkrótce dostrzega coś więcej pod tą powłoką chuligana.
    Wbrew rozsądkowi zakochują się w sobie. Oboje w pewien sposób po raz pierwszy. Tyle ich dzieli, tyle przeszkód mają do pokonania, tyle zasad do złamania. Czy tak nieprawdopodobna miłość da radę przetrwać w bezlitosnym świecie?

    Tłem historii są malownicze Włochy. Młodzież jeździ na motorach, skuterach, na rogach znajdują się piekarnie i przytulne pizzerie. Słońce praży, kwiaty kwitną. Wszystko wydaje się takie piękne.
    Dzięki klimatowi Włoch, powieść staje się jeszcze pełniejsza uroku i jeszcze bardziej porywa czytelnika.

    Nie sposób nie przeżywać utworu Federico Mocci. Podczas lektury towarzyszyła mi gama uczuć, których nawet nie potrafię nazwać, na pewno nieraz ogarniał mnie wielki smutek, wzruszenie i poruszenie. Ta piękna historia o pierwszej miłości ma w sobie głębię, realność brutalność. Gdy odłożyłam już skończoną powieść na półkę, czułam się dziwnie zagubiona, przygnębiona, nie bardzo wiedziałam, co powinnam ze sobą zrobić. Musiałam przemyśleć to wszystko, co wydarzyło się na kartach powieści. Ale nawet po tym nie opuściła mnie nostalgia. Nie jestem w stanie zacząć innej książki, bo wciąż na nowo przeżywam historię tej. To aż niepojęte, ile uczuć może wzbudzić zbiór słów. Więc jeśli szukacie dzieła z duszą, który poruszy coś głęboko w Was, to Trzy metry nad niebem będą idealne.

    Myślę, że ta powieść należy do tych, które warto posiadać na własność. Historia Babi i Stepa uwiodła mnie, jestem pewna, że wrócę do niej nieraz. Nie zdziwiłabym się, gdyby moim nowym rytuałem stało się czytanie Trzech metrów nad niebem każdego lata.
    Poza tym to idealna wakacyjna lektura, dlatego zachęcam Was byście zapoznali się z nią podczas tych ostatni dni sierpnia, wylegując się na słońcu.

    Muszę przyznać, że trudno było mi ubrać w słowa to, co czułam podczas czytania i oddać mój zachwyt. Mam nadzieję, że udało mi się to zrobić i zachęcić wszystkich, którzy jeszcze nie mieli do czynienia z tą niezwykłą powieścią, do natychmiastowego sięgnięcia po nią. Naprawdę warto. Zapewniam Was, że to jedna z najpiękniejszych historii, jaką czytałam, a naprawdę było ich mnóstwo.

    Jak to jest znaleźć się trzy metry ponad niebem?

    Ocena: 11/10 Jedna z najlepszych książek, jakie czytałam!

    Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza za tak pochłaniającą i piękną lekturę.



    Już nie mogę się doczekać, gdy zabiorę się za tom drugi:

    Po dwóch latach spędzonych w Nowym Jorku Step wraca do Rzymu. Wiele się tu zmieniło. Chłopak zaczyna pracę w telewizji, poznaje nowych ludzi, wśród nich żywiołową Gin. Przeszłość nie daje mu spokoju, ale teraźniejszość nie zostawia zbyt wiele czasu na jej rozpamiętywanie. Czy warto dążyć do wskrzeszenia dawnej miłości?







    Trzy metry nad niebem doczekało się dwóch ekranizacji, włoskiej i hiszpańskiej. Żadna z nich nie dorównuje książce, ale polecam do obejrzenia tym, którzy już czytali :)

    Włoska




                                                              Hiszpańska



                                                                                                                          
    *cytat z ostatniej strony książki

    sobota, 28 stycznia 2012

    "Zieleń Szmaragdu" - Kerstin Gier

    Tytuł:  "Zieleń Szmaragdu"
    Autor: Kerstin Gier
    Wydawnictwo: Egmont
    Ilość stron: 454
    Premiera: 22 luty 2012












    Ostatnie spotkanie z Gwen, Gideonem i z całą armią innych fascynujących postaci.

    Oczekiwana z niecierpliwością „Zieleń szmaragdu” już za mną. Wiedziałam od samego początku, że się nie rozczaruję, ale nie spodziewałam się, że dostanę coś tak niemożliwie dobrego! Gdy zaczęłam czytać, przepadłam na dobre. Stałam się niewidzialną przyjaciółką Gwendolyn i towarzyszyłam jej wszędzie, niczym cień, przeżywałam z nią smutki i radości, wymyślałam plany, trzymałam kciuku za jej szczęście. A także zakochiwałam się w Gideonie, bo jak można nie pokochać tego chłopaka?

    Gwen, od niedawna podróżniczka w czasie, została uwikłana w coś większego niż ona sama. Dziewczyna nie wie, komu ufać, nie jest przekonana, jak wszyscy inni, o słuszności tego, co głosi hrabia de Saint Germain. Po kątach skradają się tajemnice, które musi odkryć, by nie stracić życia, ale czy zdąży na czas? Na pewno nie pomaga jej złamane serce i brak możliwości, by w spokoju popłakać i poużalać się nad sobą samą. Nie, Gwen musi wziąć się w garść i działać. Na szczęście nie należy do słabych i ma pomocnicę - Leslie. Dziewczyny dokonają wielkich odkryć,  czy to wystarczy, by zapobiec katastrofie? Przeszłość i teraźniejszość splatają się, by stworzyć przyszłość. Czy Gwen uporządkuje w wystarczającym stopniu sprawy przeszłe i teraźniejsze, by dożyć do przyszłych? I czy jej serce na powrót się scali? To wszystko i jeszcze więcej znajdziecie w „Zieleni szmaragdu”, powieści pełnej miłości, przyjaźni, walki o przeżycie, humoru i intryg.

    Narracja w tej powieści prowadzona jest w sposób niezwykle przyjemny i lekki. Gwen to świetna bohaterka, nie męczy swoim zachowaniem, jak to się czasem zdarza w innych książkach. Z chęcią słuchałam jej wywodów, pomysłów, narzekań. Jej najlepsza przyjaciółka, Leslie, jest niezwykle kochana, Gwendolyn może na niej polegać i zaufać w każdej sprawie. Gideon, także podróżnik w czasie, na pewno rozkocha w sobie każdą dziewczynę o marcepanowym sercu. Uwielbiam jego bezczelność, uśmiech, uwagi, ale także to, że potrafi darzyć drugą osobę wielkim uczuciem. Nick i Caroline – rodzeństwo Gwenny – są cudowni, tacy „pocieszni”. I oczywiście duch, oj przepraszam demon - Xemerius, którego wypowiedzi i zachowanie sprawiały, że wybuchałam niepohamowanym śmiechem. Ta postać jest tak niezwykle dobrze skonstruowana, że nie można się jej oprzeć i trzeba obdarzyć ją wielką sympatią. Kerstin Gier potrafi  świetnie kreować swoich bohaterów.

    „Zieleń szmaragdu” tryska humorem. Rzadko się zdarza, by jakakolwiek powieść potrafiła mnie zmusić do GŁOŚNEGO śmiania się. Kerstin Gier dokonała tego. A nie ma nic lepszego niż duże emocje, jakie wzbudza w nas książka. Są także dramatyczne momenty, podczas których mina mi rzedła i trzymałam kciuki, by wszystko dobrze się ułożyło. Zapewniam Was, że „Zieleń szmaragdu” trzyma w napięciu tak samo (jeśli nie bardziej) jak poprzednie części. Cudem jest odłożenie tej powieści, by coś zjeść, pójść do toalety, już nie mówiąc o spaniu! W nocy, podczas lektury, za każdym razem powtarzałam sobie: jeszcze jeden rozdział, jeszcze jedna strona. Ale wiedziałam, że się oszukuję, bo kończyło się na o wiele więcej niż jednym rozdzialiku.

    Strasznie mi smutno, że to koniec historii Gwen i Gideona, że już więcej nie przeżyję z nimi niebezpiecznych przygód, nie wejdę już do ich świata i nie dowiem się, co u nich słychać. Będzie mi ich bardzo brakowało! Ale z drugiej strony cieszę się, że autorka zakończy tę serię jako trylogię, a nie stworzy żadnego tasiemca, bo to mogłoby zniszczyć wszystko. Lepiej czuć niedosyt i nadal kochać Trylogię Czasu niż przesyt i mieć jej po dziurki w nosie. Zakończenie powieści jest otwarte, nie wiemy do końca, co wydarzy się dalej, co się stanie z tymi a z tymi, a to prowokuje czytelnika do snucia domysłów, ostatnie zdanie z książki - tak zagadkowe - wciąż nie daje mi spokoju.

    Tym, którym podobały się poprzednie tomy i ten zawróci w głowie, jestem o tym przekonana. Po raz ostatni wyruszamy w niezapomnianą podróż wraz z Gwen i jej przyjaciółmi. Czy uda nam się z niej powrócić? Mogę Wam zagwarantować, że po przeczytaniu świat wyda Wam się szary i nudny,  będziecie tylko marzyć o tym, by od początku wkroczyć w rzeczywistość wykreowaną przez Kerstin Gier. Trylogia czasu to jedna z najlepszych serii, z jakimi kiedykolwiek miałam styczność.
    A teraz, zanim zacznę pisać dalej wychwalające pod niebiosa poematy na cześć „Zieleni szmaragdu”, mówię Wam: jeśli jeszcze nie czytaliście poprzednich części, to musicie to nadrobić, nie zawiedziecie się :)

    Ocena: 11/10

    Bardzo dziękuję Pani Edycie z Wydawnictwa Egmont za możliwość zrecenzowania tej powieści.




    W skład Trylogii Czasu wchodzi:
    1.”Czerwień rubinu” - moja recenzja
    2.”Błękit szafiru” - moja recenzja
    3.”Zieleń szmaragdu”

    Trailer:


    Mogę uroczyście zapewnić, ze przeczytam wszystkie powieści napisane przez Kerstin Gier, które ukażą się w Polsce, a mam nadzieję, że już wkrótce pojawią się wszystkie!

    niedziela, 31 lipca 2011

    "Błękit szafiru" - Kerstin Gier

     Tytuł:  "Błękit szafiru"
     Autor: Kerstin Gier
     Wydawnictwo: Egmont
     Ilość stron: 363
    Premiera: 12 październik 2011












    „Magnetyzm szafiru.”

    Ostatnio miałam straszny zastój w czytaniu, a dla mnie nie istnieje nic gorszego w wakacje. Nie miałam ochoty oddawać się lekturze, książki nie pochłaniały mojej uwagi. Jednak jak tylko „Błękit szafiru” trafił w moje ręce, zamknęłam się w pokoju, sam na sam z książką i na długi czas zniknęłam ze świata żywych, nie odbierałam telefonów, nie odpisywałam na sms'y, ba, nawet ich nie słyszałam. Zostałam pochłonięta przez świat Gwendolyn i marzyłam tylko o jednym: nigdy z niego nie wychodzić. Nie ma to, jak powieść działająca jak magnez i przyciągająca przez cały czas uwagę czytelnika, po skończeniu można myśleć tylko o przygodach bohaterów i żałować, że to już koniec.

    Tak jak w pierwszej części mamy prolog i epilog nie dotyczący głównych bohaterów tylko ich krewnych: Lucy i Paula. Ten zabieg nadaje powieści aurę tajemniczości i sprawia, że jest się ciekawym rozwiązania całej zagadki. A pomiędzy kolejnymi rozdziałami znajdujemy różne notatki, cytaty, zapiski, które nie zawsze są jasne, ale urozmaicają tekst.

    Sama akcja powieści zaczyna się w tym samym momencie, w którym skończyła się pierwsza część, co mnie ucieszyło. Relacja między Gwendolyn a Gideonem, dwójką głównych bohaterów, ulega zmianie. Mają oni misję wprowadzenia do chronografu (urządzenia, dzięki któremu można kontrolować przenoszenie się w przeszłość) odrobiny krwi każdego podróżnika w czasie, który żył na przestrzeni wieków. Ma to uratować wszystko i wszystkich. Ale czy rzeczywiście? Nikt nie wie do końca, co się po tym stanie, pewne jest, że Lucy i Paul chcą w tym przeszkodzić. Gwenny siedzi w tym od zaledwie kilku dni i naprawdę mało rozumie z tego, co się dzieje, nie pomaga jej to, że większość osób zamieszanych w sprawę jej nie ufa i podejrzewa, że ich zdradzi. Co tym razem przydarzy się bohaterom? Kto kłamie, a kto mówi prawdę?

    Narrację prowadzi Gwendolyn, ostatnia z dwunastu podróżników w czasie. Ma ona specjalny dar: widzi duchy, demony, z jednym nawet się zaprzyjaźnia, to kotopodobne stworzenie nazywa się Xemerius i doprowadzało mnie do wielokrotnych wybuchów śmiechu. Sama bohaterka z miejsca zdobyła moją sympatię. Gideon, drugi nosiciel genu, to dość skomplikowana postać, zmieniająca się co chwilę. Między nim a Gwen jest „chemia”, która raczej utrudnia wszystko, a nie ułatwia, szczególnie, że mają inne poglądy. Chłopak, tak jak wszyscy jest przekonany, że Lucy i Paul, tajemnicza dwójka, uważana za jedynych, którzy mogą przeszkodzić w misji, to źli i egoistyczni ludzie, jedynie Gwnedolyn ma jakiekolwiek wątpliwości co do tego i nie ufa hrabiemu de Saint Germain, ja osobiście cały czas zastanawiałam się, kto tak naprawdę ma rację: hrabia czy Lucy i Paul? Wracając do Gideona, uwielbiam go po prostu! Od pierwszej części czekałam na każdy moment, w którym występuje, tu było tak samo, gdy tylko wkraczał na scenę, serce zaczynało mi szybciej bić. Nie lubiłam zaś Charlotty, która jest kuzynką Gwenny mocno zakochaną w Gideonie, z kolei gdy ona się pojawiała, miałam ochotę zgrzytać zębami. Oczywiście, to nie wszyscy bohaterowie powieści, ale jeśli chcecie poznać innych, to już na własną rękę, ja więcej nie zdradzę :).

    „Błękit szafiru” to niezmiernie tajemnicza, skomplikowana i poplątana historia. Autorka wydaje się mieć to wszystko zaplanowane, nie pomija żadnego szczegółu, podziwiam ją, że się nie gubi w tych wszystkich podróżach w czasie i intrygach. Po skończeniu drugiego tomu nadal nie jestem pewna, o co chodzi, komu ufać, co kieruje tym bohaterem. a co tym. Z każdą stroną robiło się tylko ciekawiej i pojawiało się więcej pytań. Okazało się, że większość moich przypuszczeń, które miałam po skończeniu czytania „Czerwieni rubinu” (tom 1. trylogii) była błędna.
    Tak jak z niecierpliwością czekałam na „Błękit szafiru”, tak teraz wręcz umieram z ciekawości, co znajdę w ostatniej części.

    Czy wspominałam już, że to jedna z najlepszych serii, spośród tych, z jakimi miałam do czynienia? Jeśli nie, to robię to teraz. Uwagę przykuwa okładka, która pięknie będzie prezentować się na półce, a sama treść jest niesamowita, bohaterowie zapadają w pamięć i rozkochują w sobie. Czy czytelnikowi potrzeba czegoś jeszcze?
    Ocena: 11/10 (Nie wiem, jak inaczej wyrazić mój zachwyt dla tej powieści :))

    Za książkę jestem niezmiernie wdzięczna Wydawnictwu Egmont. 

     

    W skład „Trylogii Czasu” wchodzi:

    1.„Czerwień rubinu”                                          2. Błękit szafiru                         
    (moja recenzja)                                                  (szukajcie w księgarniach 12 października)
                                                                                                                                        


                                                                  3. "Zieleń szmaragdu"
                                                                  (ukaże się wiosną 2012 roku)
                                                      
     A wkrótce ta seria ma zostać zekranizowana :)

    __________________________________________
    Ostatnio nie miałam dostępu do internetu, dlatego nie pojawiały się nowe recenzje i nie komentowałam Waszych postów, obiecuję, że teraz to nadrobię :D

    sobota, 28 maja 2011

    Las Zębów i Rąk - Carrie Ryan

    Co powinna mieć w sobie książka, by stać się jedną z moich ulubionych? Na pewno musi wciągać. Świat w niej zamknięty musi być na tyle wyjątkowy, by potrafił mnie uwięzić, sprawić bym zapomniała o wszystkim. Taka powieść powinna mnie pożreć, sprawić, że to ja będę główną bohaterką, że to ja będę przeżywać te wszystkie emocje, ja będę cierpieć, śmiać się i płakać. Książka musi zatrząść całym moim światem, zmienić mój pogląd na życie. A przede wszystkim po jej przeczytaniu muszę czuć pustkę, która będzie sprawiać, że do moich oczu będą napływać łzy. Nie często spotyka się takie dzieła, ja bym powiedziała, że bardzo rzadko. Ale „Las Zębów i Rąk” napisany przez Carrie Ryan, jest właśnie taką powieścią, jedyną w swoim rodzaju, to książka z duszą.

    Mary – główna bohaterka, marzy o oceanie, o innym życiu, w którym nie będzie Nieuświęconych, kreatur przypominających ludzi, a jednak tak od nich różnych, ich jedynym pragnieniem jest głód ludzkiego mięsa. Jej życie sprowadza się do strachu przed nimi i do przygotowywania się na najgorsze, na moment, gdy te stwory zniszczą i przedrą się przez siatkę okalającą wioskę zamieszkiwaną przez Mary, Siostry twierdzą, że to jedyne miejsce, gdzie da się żyć, gdzie są ludzie, a do tego trzymają mieszkańców w ryzach, to one pilnują porządku, ustanawiają zasady i wiedzą wszystko najlepiej. A wszyscy bez zastrzeżeń im wierzą. Nieuświęceni zabierają Mary ojca, wkrótce potem drugiego rodzica. Dziewczyna, przez nikogo niechciana trafia do Siostrzeństwa. Obwinia się o śmierć matki, bo miała ona przy niej być, gdy ta została zainfekowana, czyli ugryziona przez Nieuświęconego, co szybko doprowadzi do przeistoczenia się w tę kreaturę. Zamiast wrócić do niej, bohaterka rozmawiała nad strumykiem z Harrym, chłopakiem, który zaprosił ją na Święto Plonów, to wtedy pary wiążą się ze sobą, by potem wziąć ślub. Mary po tych smutnych wydarzeniach, mieszka wraz z Siostrami w Katedrze, to tam zostaje sprowadzony Travis, brat Harrego po wypadku, w którym złamał nogę. Przyjaźni się on z dziewczyną od dzieciństwa, dlatego ta podejmuje się opieki nad nim. Szybko uczucie do niego rośnie, mimo że Travis jest przyrzeczony Cass, najlepszej przyjaciółce Mary. Dla bohaterki jest to bardzo ciężkie. Gdy pewnego dnia wraca od Travisa znajduje ślady na śniegu, na ścieżce, na którą nikt nie ma prawa wchodzić. Na ścieżce prowadzącej do Lasu Zębów i Rąk. Dziewczyna szybko zaczyna rozumieć, że to Obca, człowiek z zewnątrz, dowód na to, że za ogrodzeniem coś jest, że nie są oni jedynymi ludźmi na świecie. A co, jeśli ocean to nie bajka, jeśli on naprawdę istnieje? Mary próbuje skontaktować się z Obcą, odbywają krótką rozmowę, która tylko upewnia w przekonaniu, że jest coś więcej. Jednak życie dla dziewczyny jest okrutne. Harry upomina się o jej rękę, Travis nie robi nic, by temu zapobiec, więc nie ma ona wyjścia. Związuje się z Harrym, po tym wydarzeniu niespodziewanie zaczyna wyć syrena, która może oznaczać tylko jedno. Nieuświęceni wdarli się do wioski. Mary, by uratować siebie i kilka drogich jej osób, zaprowadza ich na ścieżkę, którą Siostry zakazały podążać, prowadzi ona w głąb Lasu. Czy uda im się przetrwać? Czy znajdą innych ludzi? Czy zaznają miłości? I najważniejsze: czy Mary uda się spełnić swoje marzenie i zobaczyć ocean?

    Akcja powieści dzieje się w przyszłości, która jest całkiem inna od moich wyobrażeń. Czy komukolwiek z Was przyszło do głowy, że kiedyś powstaną tak dziwne istoty jak Nieuświęceni, że przestaną istnieć centra handlowe, a na świecie będzie się wierzyć, że istnieje tylko jedna wioska? I że to wszystko to kara, którą zesłał Bóg? Mi nigdy, dlatego wizja takiego świata mnie zszokowała.

    Narracja w powieści jest pierwszoosobowa, co sprawia, że wiemy, jakie uczucia targają Mary, w co wierzy, co kocha. Często przestajemy lubić postacie w książce, gdy rozumiemy ich uczucia i motywacje. Ale tu tak nie było. Mary jest ludzka, normalna, ale przy tym niesamowita, odważna i gotowa na wielkie poświęcenia. Podoba mi się jej walka o marzenia, zarykuje wszystko, ale nie podda się. A pragnie ona wolności. Bardzo podobają mi się jej słowa:
    „Obiecałam, że nie przehandluję marzeń za bezpieczeństwo”
    Wydaje mi się, że w naszym świecie wiele osób to robi. Ludzie nie próbują dążyć do spełnienia swoich pragnień, bo boją się, że droga, która do nich wiedzie, jest zbyt niebezpieczna, boją się zaryzykować. A Mary nie dopuszczała do siebie tego strachu, nie pozwoliła wyperswadować sobie swoich marzeń. Mam nadzieję, że i ja będę miała taką odwagę jak ona.

    Nie zabrakło w tej książce wątku miłosnego, jednak całkiem różnego od tych, jakie znałam. Miał on w sobie taką delikatność i niewinność. Między bohaterami nie padły żadne górnolotne zapewnienia, które w gruncie rzeczy nic nie znaczą. Ich miłość widziałam w drobnych gestach, a także w wielkim poświęceniu, na które byli gotowi. Czuło się, że uczucie między nimi było prawdziwe i znaczyło bardzo dużo.

    Kolejnym plusem książki jest jej piękny język. Carrie Ryan ma naprawdę wielki talent i wyobraźnię. Przemyślenia bohaterki, ubranie ich w słowa to coś, czemu autorka świetnie podołała. A co sprawiło, że czytało się cudownie!

    Powieść pokazała mi, jak ważne jest, by ktoś o nas pamiętał. Byśmy nie odeszli całkiem zapomniani. I także to autorka pięknie ubrała w słowa:
    „Moje palce od stóp podkurczają się na samą myśl […] o poszukiwaniu kobiety, która niegdyś żyła w tej osadzie i zapewnieniu jej, że ktoś nadal pamięta. Że jej życie nie jest bez znaczenia.”
    Ten cytat naprawdę mnie poruszył i zmusił do myślenia. Gdybym odeszła to wiem, że są ludzie, którzy będą mnie opłakiwać. Ale nie wszyscy mają taką pewność. Uważam, że każdy chciałby żyć wiecznie na kartach historii.

    To dzieło mówi o takich wartościach jak: miłość, poświęcenie, marzenia, wolność, możliwość wyboru i wielu innych ważnych aspektach życia. Większość z nich wydaje mi się oczywista, na przykład nie dostrzegam, jakie to cenne, móc samemu podejmować decyzje albo być wolnym. Jednak Mary pokazała mi, jakie to wyjątkowe. Dzięki niej zrozumiałam, że marzenia są naprawdę ważne w naszym życiu oraz, że trzeba dążyć do spełnienia samej siebie, by być szczęśliwą. Pomogła mi też dostrzegać piękno świata, jakie mnie otacza. Teraz bardziej doceniam to, że mogę pojechać nad morze, posmakować słonej wody, poczuć pieczenie skóry od soli morskiej, ale także poczuć wiatr we włosach, popatrzeć na dzikie fale i na miejsce, gdzie woda styka się z niebem. Jestem szczęśliwą, że mogę wziąć do ręki piasek i ulepić z niego zamek. Ta książka zmieniła moje spojrzenie na świat, zatrzęsła nim, od teraz na niektóre rzeczy będę patrzeć inaczej. Po skończeniu „Lasu Zębów i Rąk” czuję pustkę, jestem smutna, że to koniec mojej przygody z Mary. Ale jestem pewna, że nigdy o niej nie zapomnę, udało jej się, ci, którzy przeczytają lub przeczytali tę powieść (czyli na przykład ja) będą długo nosić ją w swojej pamięci. Nie da się szybko zapomnieć o niej i jej świecie.

    Tak więc powieść ta bardzo mnie poruszyła i polecam ją każdemu. Wydaje mi się, że nikt nie powinien się zawieść. Ja jestem pod wrażeniem i czekam na kontynuację. Druga część nosi tytuł „Śmiercionośne fale” i będzie opowiadać o nowej bohaterce, Gabry. Już nie mogę się doczekać!

    Hmm... trudno jest ocenić tę książkę, więc zrobię coś, czego chyba nie powinnam. Dam jej ocenę 11/10. Bo jest ona tak bardzo wyjątkowa, że nie może mieć tyle samo punktów co np. „Anioł” Weatherly. Książka zasługuje na wyróżnienie, którym jest punktacja ponad normę.
    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...