Sample text

"Książka jest niczym ogród, który można włożyć do kieszeni"

"
Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika...Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana."

"Książka - to mistrz, co darmo nauki udziela, kto ją lubi - doradcę ma i przyjaciela, który z nim smutki dzieli, pomaga radości, chwilę nudów odpędza, osładza cierpkości."

"Kiedy przeczytam nową książkę, to tak jakbym znalazł nowego przyjaciela, a gdy przeczytam książkę, którą już czytałem - to tak jakbym spotkał się ze starym przyjacielem."
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kerstin Gier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kerstin Gier. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 maja 2012

"Kasa, forsa, szmal" - Kerstin Gier

Tytuł: "Kasa, forsa, szmal"
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo Sonia Draga
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 279
Cena: 33.90 zł








Gdy krewni próbują cię okraść...

Gdy się dowiedziałam, że kolejna powieść Kerstin Gier, jednej z moich ulubionych autorek, trafi do polskich księgarni, skakałam z radości. Nie miałam najmniejszych wątpliwości, że po nią sięgnę, nie było mi trzeba nawet czytać opisu. Kasę, forsę, szmal pochłonęłam w ekspresowym tempie, a od pierwszego zdania wiedziałam, że mam do czynienia ze stylem Kerstin Gier.

Carolin, dziewczyna o wysokim ilorazie inteligencji, znająca wiele języków obcych (w tym polski, który bardzo się jej podoba!) i kochająca liczby, niedawno została wdową. Karl, dwa razy od niej starszy, miłość jej życia, miał niespodziewany atak serca. Carolin jest pogrążona w żałobie i przeżywa najgorsze chwile swojego życia. Gdy zrozpaczona wraca do Niemiec i zamieszkuje ze swoją siostrą, szuka tylko spokoju. Jednak okazuje się, że jej mąż zostawił po sobie wielki spadek, na który czyha jego rodzina, która niczym sępy krąży nad głową Carolin. Zachowanie chociaż grosza dla siebie wydaje się niezwykle trudnym zadaniem, szczególnie dla kogoś, kto nie ma sił na podejmowanie walki. Teraźniejszość przeplata się z przeszłością, ukazując szczęśliwe życie Carolin z jej mężem i to, po jego śmierci. Czy bohaterka obroni swoją część spadku? Czy jeszcze kiedyś się uśmiechnie?

Każdy rozdział zaczyna się adekwatnym cytatem, sentencją czy jakąś mądrością. Większość z nich jest naprawdę błyskotliwa i bardzo mi się spodobała. Umilało mi to czytanie i uczyniło tę książkę jedyną w swoim rodzaju.

Czas spędzony przy książkach Kerstin Gier jest bezcenny, żaden spadek nie jest wart tyle, co lektura powieści tej niemieckiej autorki. Pisze ona z wielką lekkością, ogromną dozą humoru, kreuje postaci, których nie da się nie lubić: każda z jej bohaterek, z jaką miałam do czynienia wydała mi się sympatyczna, inteligentna i niepowtarzalna. Uwielbiam czytać książki Kerstin Gier i wracam do nich, gdy tylko pozwala mi czas. Jestem również pewna, że sięgnę po każdą powieść tej autorki, która zostanie wydana w Polsce, mam nadzieję, że nadejdzie taki czas, iż będę miała możliwość zapoznania się ze wszystkimi utworami Kerstin. I Was zachęcam do przeczytania czegokolwiek tej autorki :)

Zdecydowanie zgadzam się ze zdaniem, które widnieje na tylnej okładce tej powieści: „Książki Kerstin Gier to niezawodne lekarstwo na podły nastrój”. Z własnego doświadczenia wiem, że odnosi się ono nie tylko do Kasy, forsy, szmalu, ale także do pozostałych utworów tej autorki. Jak wszystkim czytelnikom wiadomo – książki to najlepsze lekarstwo na wszystko, a te napisane przez Kerstin Gier w szczególności!

Wniosek z tej recenzji jest jeden: książka jest naprawdę świetna i bardzo gorąco zachęcam Was do zapoznania się z nią. Carolin to ciepła bohaterka, której nie sposób nie lubić, a jej problemy wkrótce stają się zmartwieniami czytelnika. Do tego nie brakuje poczucia humoru i wzruszających scen. Osobiście jestem zachwycona!

Ocena: 10/10

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sonia Draga za możliwość kolejnego spotkania z Kerstin Gier. 



Trailer dla zainteresowanych:


Inne książki Kerstin Gier wydane w Polsce:
- Trylogia czasu
  1. Czerwień rubinu - recenzja
  2. Błękit szafiru - recenzja
  3. Zieleń szmaragdu - recenzja
- Z deszczu pod rynnę - recenzja

poniedziałek, 20 lutego 2012

"Z deszczu pod rynnę" - Kerstin Gier

Tytuł: "Z deszczu pod rynnę"
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Sonia Draga
Rok wydania: 2009
Ilość stron: 334
Cena: 29,90 zł








Gdy nie pozostaje już nic innego...

Kerstin Gier znana jest w Polsce przede wszystkim z Trylogii czasu. Pokochałam nie tylko tę serię, ale i styl autorki. Nic więc dziwnego, że postanowiłam przeczytać wszystkie jej książki, które ukażą się w Polsce. Niestety nie ma ich wiele, oprócz wspomnianej już trylogii, na polskim rynku można dostać jeszcze Z deszczu pod rynnę. Nie zastanawiając się długo, zamówiłam tę powieść. Oczywiście Kerstin Gier mnie nie rozczarowała, czas spędzony przy tej lekturze – bezcenny!

Kerstin Gier udowodniła mi, że ma naprawdę wielki talent i dar do ciekawego opowiadania historii. Sposób, w jaki snuje opowieść jest naprawdę zachwycający. W świetnym stylu wprowadza czytelnika w świat bohaterów, powoli odkrywa ich dziwności i fetysze, aż wchodzimy w ten świat prawie jak jedna z postaci. Czytanie Z deszczu pod rynnę przychodzi z ogromną lekkością. Jakie było moje zdziwienie, gdy spostrzegłam, że nie pozostała mi już ani jedna strona oprócz posłowia.

Gerri od zawsze prześladuje nieszczęście, jakby nie wystarczyło jej niefortunne imię – Gerda - no bo powiedzcie, kto by chciał się tak nazywać? Jej matka pragnie, żeby była wzorową kobietą – po studiach, z dobrą pracą, ładnym mieszkaniem, mężem i dziećmi,. Udało się to praktycznie każdej z sióstr Gerri, tylko nie jej. Bohaterka mieszka w malutkim mieszkanku, w zamian za niski czynsz musi sprzątać co tydzień w domu właścicieli. Nie ma chłopaka, narzeczonego, a co dopiero męża i wcale nie zapowiada się na zmiany w tej kwestii. Nie pracuje w żadnym „normalnym” miejscu – przynajmniej zdaniem jej matki. Gerri jest autorką powieści broszurowych, co ją samą satysfakcjonuje. Niestety, popyt na książki, które pisze dziewczyna maleje i wydawnictwo postanawia wprowadzić pewne zmiany, w wyniku czego Gerri nie może już pisać o tym, o czym chce. Bohaterka ma już trzydziestkę, w tym wieku powinna być ustatkowaną kobietą! Co jej pozostaje? Niewiele. Dziewczyna postanawia popełnić samobójstwo. Szczęście po raz pierwszy się do niej uśmiecha – udaje jej się wejść w posiadanie dużej ilości środków nasennych. Gerri skrupulatnie planuje swoją śmierć: wydaje oszczędności na piękną sukienkę, buty, fryzjera – przecież trzeba jakoś wyglądać w trumnie. Ze swojego domu wyrzuca wszystko co niepotrzebne. I ostatnie, ale najważniejsze: pisze listy do mniej lub bardziej bliskich jej ludzi, w których niczego nie owija w bawełnę, zdradza w nich, co myśli o poszczególnych osobach, przecież martwi mogą sobie pozwolić na szczerość i przed samobójstwem wysyła je. Ale teraz z powrotem prześladuje ją pech, nawet samobójstwo nie wychodzi jej tak, jak powinno. A listonosz, nie zważając na nikogo i na nic, doręcza listy do adresatów...

Masz zły dzień? Pokłóciłaś/eś się z przyjacielem, chłopakiem, dziewczyną? Oblałaś/eś egzamin? A może trafiła Ci się beznadziejna ocena? Potłukłaś/eś drogocenną rodzinną porcelanę? - co swoją drogą może się każdemu zdarzyć. A może masz zły humor z całkiem innego powodu? W każdym razie, jeśli masz wrażenie, że dopadł Cię pech, a słońce na chwilę skryło się za chmurami, to Z deszczu pod rynnę jest na pewno dla Ciebie. Książka obfituje w zabawne sytuacje. Ta niepozorna powieść rozbawi nawet największego smutasa, sprawi, że i on się uśmiechnie, a czasem nawet wybuchnie śmiechem.

Mi udało się odnaleźć najlepsze lekarstwo na doła i smutki. Jest nim właśnie Z deszczu pod rynnę. Ta powieść to skarbnica żartów i powodów do uśmiechu. To niesamowite, w jak optymistyczny sposób Kerstin Gier opisała zagadnienie samobójstwa. Zapewniam Was, że za każdym razem, gdy dopadnie mnie złe samopoczucie, to sięgnę po tę dowcipną książkę!

Pamiętajcie, jeśli kiedykolwiek przyjdzie Wam ochota na popełnienie samobójstwa, nie wysyłajcie do bliskich listów pożegnalnych, w których napiszecie same szczere słowa, pozwólcie im znaleźć je koło siebie. Pomyślcie o tym, jakie zrobi się bagno, jeśli nie uda Wam się odejść z tego świata... :)

Moja ocena: 10/10

Dla zainteresowanych: na stronie Wydawnictwa Sonia Draga można kupić za 15 zł tę powieść - LINK

Inne książki tej autorki wydane po polsku:
-”Czerwień rubinu (RECENZJA)
-”Błękit szafiru” (RECENZJA)
-”Zieleń szmaragdu” (RECENZJA)
Wszystkie polecam!

Kim jest Kerstin Gier?
Kerstin Gier (pisze również pod pseudonimami Jule Brand i Sophie Bérard) to autorka powieści dla kobiet. Sukces Trylogii Czasu z dnia na dzień zrobił z niej jedną z najlepiej sprzedających się pisarzy niemieckojęzycznych. Studiowała edukację biznesową i psychologię komunikacji, próbowała swoich sił w wielu miejscach pracy, by w 1995 roku zacząć pisać powieści dla kobiet. Pierwsza powieść Mężczyźni i pozostałe katastrofy odniosła sukces. Przy kolejnych było coraz lepiej. Niemoralna superoferta w 2005 roku przyniosła Gier nagrodę Delia dla najlepszej powieści kobiecej roku. W swoim dorobku ma kilkanaście tytułów. Aktualnie mieszka wspólnie z mężem i synem w okolicach Bergische Land. Towarzyszy im kot.*



*Informacje z lubimyczytac

sobota, 28 stycznia 2012

"Zieleń Szmaragdu" - Kerstin Gier

Tytuł:  "Zieleń Szmaragdu"
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 454
Premiera: 22 luty 2012












Ostatnie spotkanie z Gwen, Gideonem i z całą armią innych fascynujących postaci.

Oczekiwana z niecierpliwością „Zieleń szmaragdu” już za mną. Wiedziałam od samego początku, że się nie rozczaruję, ale nie spodziewałam się, że dostanę coś tak niemożliwie dobrego! Gdy zaczęłam czytać, przepadłam na dobre. Stałam się niewidzialną przyjaciółką Gwendolyn i towarzyszyłam jej wszędzie, niczym cień, przeżywałam z nią smutki i radości, wymyślałam plany, trzymałam kciuku za jej szczęście. A także zakochiwałam się w Gideonie, bo jak można nie pokochać tego chłopaka?

Gwen, od niedawna podróżniczka w czasie, została uwikłana w coś większego niż ona sama. Dziewczyna nie wie, komu ufać, nie jest przekonana, jak wszyscy inni, o słuszności tego, co głosi hrabia de Saint Germain. Po kątach skradają się tajemnice, które musi odkryć, by nie stracić życia, ale czy zdąży na czas? Na pewno nie pomaga jej złamane serce i brak możliwości, by w spokoju popłakać i poużalać się nad sobą samą. Nie, Gwen musi wziąć się w garść i działać. Na szczęście nie należy do słabych i ma pomocnicę - Leslie. Dziewczyny dokonają wielkich odkryć,  czy to wystarczy, by zapobiec katastrofie? Przeszłość i teraźniejszość splatają się, by stworzyć przyszłość. Czy Gwen uporządkuje w wystarczającym stopniu sprawy przeszłe i teraźniejsze, by dożyć do przyszłych? I czy jej serce na powrót się scali? To wszystko i jeszcze więcej znajdziecie w „Zieleni szmaragdu”, powieści pełnej miłości, przyjaźni, walki o przeżycie, humoru i intryg.

Narracja w tej powieści prowadzona jest w sposób niezwykle przyjemny i lekki. Gwen to świetna bohaterka, nie męczy swoim zachowaniem, jak to się czasem zdarza w innych książkach. Z chęcią słuchałam jej wywodów, pomysłów, narzekań. Jej najlepsza przyjaciółka, Leslie, jest niezwykle kochana, Gwendolyn może na niej polegać i zaufać w każdej sprawie. Gideon, także podróżnik w czasie, na pewno rozkocha w sobie każdą dziewczynę o marcepanowym sercu. Uwielbiam jego bezczelność, uśmiech, uwagi, ale także to, że potrafi darzyć drugą osobę wielkim uczuciem. Nick i Caroline – rodzeństwo Gwenny – są cudowni, tacy „pocieszni”. I oczywiście duch, oj przepraszam demon - Xemerius, którego wypowiedzi i zachowanie sprawiały, że wybuchałam niepohamowanym śmiechem. Ta postać jest tak niezwykle dobrze skonstruowana, że nie można się jej oprzeć i trzeba obdarzyć ją wielką sympatią. Kerstin Gier potrafi  świetnie kreować swoich bohaterów.

„Zieleń szmaragdu” tryska humorem. Rzadko się zdarza, by jakakolwiek powieść potrafiła mnie zmusić do GŁOŚNEGO śmiania się. Kerstin Gier dokonała tego. A nie ma nic lepszego niż duże emocje, jakie wzbudza w nas książka. Są także dramatyczne momenty, podczas których mina mi rzedła i trzymałam kciuki, by wszystko dobrze się ułożyło. Zapewniam Was, że „Zieleń szmaragdu” trzyma w napięciu tak samo (jeśli nie bardziej) jak poprzednie części. Cudem jest odłożenie tej powieści, by coś zjeść, pójść do toalety, już nie mówiąc o spaniu! W nocy, podczas lektury, za każdym razem powtarzałam sobie: jeszcze jeden rozdział, jeszcze jedna strona. Ale wiedziałam, że się oszukuję, bo kończyło się na o wiele więcej niż jednym rozdzialiku.

Strasznie mi smutno, że to koniec historii Gwen i Gideona, że już więcej nie przeżyję z nimi niebezpiecznych przygód, nie wejdę już do ich świata i nie dowiem się, co u nich słychać. Będzie mi ich bardzo brakowało! Ale z drugiej strony cieszę się, że autorka zakończy tę serię jako trylogię, a nie stworzy żadnego tasiemca, bo to mogłoby zniszczyć wszystko. Lepiej czuć niedosyt i nadal kochać Trylogię Czasu niż przesyt i mieć jej po dziurki w nosie. Zakończenie powieści jest otwarte, nie wiemy do końca, co wydarzy się dalej, co się stanie z tymi a z tymi, a to prowokuje czytelnika do snucia domysłów, ostatnie zdanie z książki - tak zagadkowe - wciąż nie daje mi spokoju.

Tym, którym podobały się poprzednie tomy i ten zawróci w głowie, jestem o tym przekonana. Po raz ostatni wyruszamy w niezapomnianą podróż wraz z Gwen i jej przyjaciółmi. Czy uda nam się z niej powrócić? Mogę Wam zagwarantować, że po przeczytaniu świat wyda Wam się szary i nudny,  będziecie tylko marzyć o tym, by od początku wkroczyć w rzeczywistość wykreowaną przez Kerstin Gier. Trylogia czasu to jedna z najlepszych serii, z jakimi kiedykolwiek miałam styczność.
A teraz, zanim zacznę pisać dalej wychwalające pod niebiosa poematy na cześć „Zieleni szmaragdu”, mówię Wam: jeśli jeszcze nie czytaliście poprzednich części, to musicie to nadrobić, nie zawiedziecie się :)

Ocena: 11/10

Bardzo dziękuję Pani Edycie z Wydawnictwa Egmont za możliwość zrecenzowania tej powieści.




W skład Trylogii Czasu wchodzi:
1.”Czerwień rubinu” - moja recenzja
2.”Błękit szafiru” - moja recenzja
3.”Zieleń szmaragdu”

Trailer:


Mogę uroczyście zapewnić, ze przeczytam wszystkie powieści napisane przez Kerstin Gier, które ukażą się w Polsce, a mam nadzieję, że już wkrótce pojawią się wszystkie!

niedziela, 31 lipca 2011

"Błękit szafiru" - Kerstin Gier

 Tytuł:  "Błękit szafiru"
 Autor: Kerstin Gier
 Wydawnictwo: Egmont
 Ilość stron: 363
Premiera: 12 październik 2011












„Magnetyzm szafiru.”

Ostatnio miałam straszny zastój w czytaniu, a dla mnie nie istnieje nic gorszego w wakacje. Nie miałam ochoty oddawać się lekturze, książki nie pochłaniały mojej uwagi. Jednak jak tylko „Błękit szafiru” trafił w moje ręce, zamknęłam się w pokoju, sam na sam z książką i na długi czas zniknęłam ze świata żywych, nie odbierałam telefonów, nie odpisywałam na sms'y, ba, nawet ich nie słyszałam. Zostałam pochłonięta przez świat Gwendolyn i marzyłam tylko o jednym: nigdy z niego nie wychodzić. Nie ma to, jak powieść działająca jak magnez i przyciągająca przez cały czas uwagę czytelnika, po skończeniu można myśleć tylko o przygodach bohaterów i żałować, że to już koniec.

Tak jak w pierwszej części mamy prolog i epilog nie dotyczący głównych bohaterów tylko ich krewnych: Lucy i Paula. Ten zabieg nadaje powieści aurę tajemniczości i sprawia, że jest się ciekawym rozwiązania całej zagadki. A pomiędzy kolejnymi rozdziałami znajdujemy różne notatki, cytaty, zapiski, które nie zawsze są jasne, ale urozmaicają tekst.

Sama akcja powieści zaczyna się w tym samym momencie, w którym skończyła się pierwsza część, co mnie ucieszyło. Relacja między Gwendolyn a Gideonem, dwójką głównych bohaterów, ulega zmianie. Mają oni misję wprowadzenia do chronografu (urządzenia, dzięki któremu można kontrolować przenoszenie się w przeszłość) odrobiny krwi każdego podróżnika w czasie, który żył na przestrzeni wieków. Ma to uratować wszystko i wszystkich. Ale czy rzeczywiście? Nikt nie wie do końca, co się po tym stanie, pewne jest, że Lucy i Paul chcą w tym przeszkodzić. Gwenny siedzi w tym od zaledwie kilku dni i naprawdę mało rozumie z tego, co się dzieje, nie pomaga jej to, że większość osób zamieszanych w sprawę jej nie ufa i podejrzewa, że ich zdradzi. Co tym razem przydarzy się bohaterom? Kto kłamie, a kto mówi prawdę?

Narrację prowadzi Gwendolyn, ostatnia z dwunastu podróżników w czasie. Ma ona specjalny dar: widzi duchy, demony, z jednym nawet się zaprzyjaźnia, to kotopodobne stworzenie nazywa się Xemerius i doprowadzało mnie do wielokrotnych wybuchów śmiechu. Sama bohaterka z miejsca zdobyła moją sympatię. Gideon, drugi nosiciel genu, to dość skomplikowana postać, zmieniająca się co chwilę. Między nim a Gwen jest „chemia”, która raczej utrudnia wszystko, a nie ułatwia, szczególnie, że mają inne poglądy. Chłopak, tak jak wszyscy jest przekonany, że Lucy i Paul, tajemnicza dwójka, uważana za jedynych, którzy mogą przeszkodzić w misji, to źli i egoistyczni ludzie, jedynie Gwnedolyn ma jakiekolwiek wątpliwości co do tego i nie ufa hrabiemu de Saint Germain, ja osobiście cały czas zastanawiałam się, kto tak naprawdę ma rację: hrabia czy Lucy i Paul? Wracając do Gideona, uwielbiam go po prostu! Od pierwszej części czekałam na każdy moment, w którym występuje, tu było tak samo, gdy tylko wkraczał na scenę, serce zaczynało mi szybciej bić. Nie lubiłam zaś Charlotty, która jest kuzynką Gwenny mocno zakochaną w Gideonie, z kolei gdy ona się pojawiała, miałam ochotę zgrzytać zębami. Oczywiście, to nie wszyscy bohaterowie powieści, ale jeśli chcecie poznać innych, to już na własną rękę, ja więcej nie zdradzę :).

„Błękit szafiru” to niezmiernie tajemnicza, skomplikowana i poplątana historia. Autorka wydaje się mieć to wszystko zaplanowane, nie pomija żadnego szczegółu, podziwiam ją, że się nie gubi w tych wszystkich podróżach w czasie i intrygach. Po skończeniu drugiego tomu nadal nie jestem pewna, o co chodzi, komu ufać, co kieruje tym bohaterem. a co tym. Z każdą stroną robiło się tylko ciekawiej i pojawiało się więcej pytań. Okazało się, że większość moich przypuszczeń, które miałam po skończeniu czytania „Czerwieni rubinu” (tom 1. trylogii) była błędna.
Tak jak z niecierpliwością czekałam na „Błękit szafiru”, tak teraz wręcz umieram z ciekawości, co znajdę w ostatniej części.

Czy wspominałam już, że to jedna z najlepszych serii, spośród tych, z jakimi miałam do czynienia? Jeśli nie, to robię to teraz. Uwagę przykuwa okładka, która pięknie będzie prezentować się na półce, a sama treść jest niesamowita, bohaterowie zapadają w pamięć i rozkochują w sobie. Czy czytelnikowi potrzeba czegoś jeszcze?
Ocena: 11/10 (Nie wiem, jak inaczej wyrazić mój zachwyt dla tej powieści :))

Za książkę jestem niezmiernie wdzięczna Wydawnictwu Egmont. 

 

W skład „Trylogii Czasu” wchodzi:

1.„Czerwień rubinu”                                          2. Błękit szafiru                         
(moja recenzja)                                                  (szukajcie w księgarniach 12 października)
                                                                                                                                    


                                                              3. "Zieleń szmaragdu"
                                                              (ukaże się wiosną 2012 roku)
                                                  
 A wkrótce ta seria ma zostać zekranizowana :)

__________________________________________
Ostatnio nie miałam dostępu do internetu, dlatego nie pojawiały się nowe recenzje i nie komentowałam Waszych postów, obiecuję, że teraz to nadrobię :D

sobota, 18 czerwca 2011

Czerwień rubinu - Kerstin Gier


„Wyrusz w swoją własną podróż w czasie”

Często wydaje mi się, że czasy, w których żyję są jedyne, że nie było nic przedtem i nie będzie nic później. Łatwo tak myśleć, jednak na lekcjach historii na krótką chwilę przypominam sobie, że świat istnieje od bardzo dawna, a jeśli nie będzie apokalipsy w 2012 roku, to po upływie mojego życia wszystko potoczy się dalej. Czasami jest to przerażające, takie uczucie, że nie wszystko znam, że kiedyś działo się tyle rzeczy, a ja tego nie widziałam i nie poznam. Zawsze chciałam móc zatańczyć na prawdziwym balu w XIX wieku, ubrana w piękną, długą, atłasową suknię. A co jeśli istnieje garstka ludzi, która może to zrobić? Może cofnąć się do dowolnych czasów?

Gwendolyn mieszka w domu ze swoją wielką rodziną. Niestety, często jest w niej traktowana jak powietrze, większość nie dostrzega jej wartości. Cała uwaga bliskich została skupiona na Charlotcie, kuzynce bohaterki, gdyż posiada ona gen podróży w czasie i była przygotowywana przez całe życie do przenoszenia się w przeszłość, idealnie zna historię, opanowała wiele języków, ma wykwintne maniery. Jedyna rola Gwendolyn to zaopiekowanie się kuzynką, jeśli ta dostanie mdłości, gdyż to znak, że niedługo przeniesie się ona po raz pierwszy w czasie. I pewnego dnia wreszcie to się dzieje, Charlotta źle się czuje i bohaterka prowadzi ją do domu. Gdy część rodziny opuszcza go, razem z tą wyjątkową kuzynką, Gwendolyn wypytuje cioteczną babkę Maddy o sprawy związane z przenoszeniem się w przeszłość, dowiaduje się kilku interesujących faktów. Później, gdy dziewczyna idzie do sklepu, stało się coś kompletnie niemożliwego. Przenosi się w czasie. Ona, nie Charlotta. Zwierza się z tego na początku tylko swojej najlepszej przyjaciółce, kochanej i poczciwej Leslie, która od razu jej wierzy. Po trzeciej nagłej i niespodziewanej podróży, Gwenny mówi wreszcie o tym mamie. I tu sprawa się komplikuje. Bohaterka zostaje zawieziona do kwatery strażników i poddana dokładnym oględzinom. Czy to możliwe, że nieprzygotowana Gwendolyn jest nową podróżniczką w czasie? Raczej nikt nie jest zadowolony z takiego obrotu sprawy. Bohaterka musi sprostać trudnej sytuacji, czy da sobie radę? Sprawy nie ułatwia arogancki Gideon, druga osoba posiadająca ten szczególny gen. Dlaczego ci dziwni strażnicy nie ufają i nie lubią matki Gwen? Co tu jest grane?

Podróże w czasie, tego jeszcze nie było w paranormal romance i to czyni tę książkę wyjątkową. Akcja powieści dzieje się w różnych czasach, nie tylko naszych, co jest bardzo magiczne i co sprawiło, że książka ma niepowtarzalny klimat. Autorka wykorzystała świetny pomysł i idealnie go zrealizowała. Dla mnie „Czerwień rubinu” to taki prequel, dopiero wprowadza do tego, co będzie się działo w kolejnych częściach. Dostajemy tylko przedsmak tej ciekawej przygody, co sprawia, że nie mogę doczekać się kontynuacji.

Gwendolyn jest fascynującą narratorką tej opowieści, bardzo ją polubiłam, stała mi się naprawdę bliska. To nie płytka, słaba, głupia nastolatka, ale osoba, która ma własne zdanie i nie da sobą pomiatać i manipulować innym. Nie pozwala sobie wmówić, że nie sprosta podróżom w czasie, mimo że sama odczuwa przed nimi strach. Drugi podróżnik, który ma jej towarzyszyć, to Gideon, zarozumiały, arogancki, wredny, ale bardzo przystojny chłopak. Tak, to niby jest typowe. Ale on wcale nie przypomina innych męskich książkowych postaci. Jestem ciekawa, co wyniknie ze znajomości Gwendolyn z nim. Oczywiście występuje też wiele innych bohaterów, niektórzy są naprawdę mili, a inni zdecydowanie okropni. Komu Gwenny może zaufać? Kto tak naprawdę pragnie jej dobra, a nie tylko wykorzystać jej gen? Prawda jest taka, że nawet po skończeniu powieści nie wiem, kto rzeczywiście chce jej pomóc. Obawiam się, że dziewczynę czekają wielkie kłopoty.

Warto wspomnieć, że w tej książce nie ma praktycznie wątku miłosnego, bo to, co nam zaserwowano nie można jeszcze określić tym mianem. Ale to dobrze. Rzadko kiedy bohaterowie nie padają sobie od razu w objęcia. Zastanawiam się, czy zostanie on rozbudowany w kolejnych częściach. Mam nadzieję, że tak i że bohaterom „wyjdzie”.
Urzekła mnie również okładka książki, więc jak widzicie same plusy. Myślę, że lektura tej historii przypadnie do gustu każdemu, nawet tym, którzy nie pałają sympatią do paranormali. Czas, spędzony z tą powieścią był po prostu magiczny, a jej klimat bajeczny, inaczej nie da się tego określić. To jedna z lepszych książek, jakie czytałam. Naprawdę warto dać się pochłonąć „Czerwieni rubinu”.

Ocena: 10/10

A to zagraniczna okładka drugiej części, nosi ona tytuł „Błękit Szafiru” i ukaże się u nas jesienią 2011. 
 
Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Egmont, za co jestem bardzo wdzięczna.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...