Sample text

"Książka jest niczym ogród, który można włożyć do kieszeni"

"
Książka stanowi cudowny przedmiot, dzięki któremu świat poczęty w umyśle pisarza przenika do umysłu czytelnika...Każda książka żyje tyle razy, ile razy została przeczytana."

"Książka - to mistrz, co darmo nauki udziela, kto ją lubi - doradcę ma i przyjaciela, który z nim smutki dzieli, pomaga radości, chwilę nudów odpędza, osładza cierpkości."

"Kiedy przeczytam nową książkę, to tak jakbym znalazł nowego przyjaciela, a gdy przeczytam książkę, którą już czytałem - to tak jakbym spotkał się ze starym przyjacielem."

sobota, 28 stycznia 2012

"Zieleń Szmaragdu" - Kerstin Gier

Tytuł:  "Zieleń Szmaragdu"
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 454
Premiera: 22 luty 2012












Ostatnie spotkanie z Gwen, Gideonem i z całą armią innych fascynujących postaci.

Oczekiwana z niecierpliwością „Zieleń szmaragdu” już za mną. Wiedziałam od samego początku, że się nie rozczaruję, ale nie spodziewałam się, że dostanę coś tak niemożliwie dobrego! Gdy zaczęłam czytać, przepadłam na dobre. Stałam się niewidzialną przyjaciółką Gwendolyn i towarzyszyłam jej wszędzie, niczym cień, przeżywałam z nią smutki i radości, wymyślałam plany, trzymałam kciuku za jej szczęście. A także zakochiwałam się w Gideonie, bo jak można nie pokochać tego chłopaka?

Gwen, od niedawna podróżniczka w czasie, została uwikłana w coś większego niż ona sama. Dziewczyna nie wie, komu ufać, nie jest przekonana, jak wszyscy inni, o słuszności tego, co głosi hrabia de Saint Germain. Po kątach skradają się tajemnice, które musi odkryć, by nie stracić życia, ale czy zdąży na czas? Na pewno nie pomaga jej złamane serce i brak możliwości, by w spokoju popłakać i poużalać się nad sobą samą. Nie, Gwen musi wziąć się w garść i działać. Na szczęście nie należy do słabych i ma pomocnicę - Leslie. Dziewczyny dokonają wielkich odkryć,  czy to wystarczy, by zapobiec katastrofie? Przeszłość i teraźniejszość splatają się, by stworzyć przyszłość. Czy Gwen uporządkuje w wystarczającym stopniu sprawy przeszłe i teraźniejsze, by dożyć do przyszłych? I czy jej serce na powrót się scali? To wszystko i jeszcze więcej znajdziecie w „Zieleni szmaragdu”, powieści pełnej miłości, przyjaźni, walki o przeżycie, humoru i intryg.

Narracja w tej powieści prowadzona jest w sposób niezwykle przyjemny i lekki. Gwen to świetna bohaterka, nie męczy swoim zachowaniem, jak to się czasem zdarza w innych książkach. Z chęcią słuchałam jej wywodów, pomysłów, narzekań. Jej najlepsza przyjaciółka, Leslie, jest niezwykle kochana, Gwendolyn może na niej polegać i zaufać w każdej sprawie. Gideon, także podróżnik w czasie, na pewno rozkocha w sobie każdą dziewczynę o marcepanowym sercu. Uwielbiam jego bezczelność, uśmiech, uwagi, ale także to, że potrafi darzyć drugą osobę wielkim uczuciem. Nick i Caroline – rodzeństwo Gwenny – są cudowni, tacy „pocieszni”. I oczywiście duch, oj przepraszam demon - Xemerius, którego wypowiedzi i zachowanie sprawiały, że wybuchałam niepohamowanym śmiechem. Ta postać jest tak niezwykle dobrze skonstruowana, że nie można się jej oprzeć i trzeba obdarzyć ją wielką sympatią. Kerstin Gier potrafi  świetnie kreować swoich bohaterów.

„Zieleń szmaragdu” tryska humorem. Rzadko się zdarza, by jakakolwiek powieść potrafiła mnie zmusić do GŁOŚNEGO śmiania się. Kerstin Gier dokonała tego. A nie ma nic lepszego niż duże emocje, jakie wzbudza w nas książka. Są także dramatyczne momenty, podczas których mina mi rzedła i trzymałam kciuki, by wszystko dobrze się ułożyło. Zapewniam Was, że „Zieleń szmaragdu” trzyma w napięciu tak samo (jeśli nie bardziej) jak poprzednie części. Cudem jest odłożenie tej powieści, by coś zjeść, pójść do toalety, już nie mówiąc o spaniu! W nocy, podczas lektury, za każdym razem powtarzałam sobie: jeszcze jeden rozdział, jeszcze jedna strona. Ale wiedziałam, że się oszukuję, bo kończyło się na o wiele więcej niż jednym rozdzialiku.

Strasznie mi smutno, że to koniec historii Gwen i Gideona, że już więcej nie przeżyję z nimi niebezpiecznych przygód, nie wejdę już do ich świata i nie dowiem się, co u nich słychać. Będzie mi ich bardzo brakowało! Ale z drugiej strony cieszę się, że autorka zakończy tę serię jako trylogię, a nie stworzy żadnego tasiemca, bo to mogłoby zniszczyć wszystko. Lepiej czuć niedosyt i nadal kochać Trylogię Czasu niż przesyt i mieć jej po dziurki w nosie. Zakończenie powieści jest otwarte, nie wiemy do końca, co wydarzy się dalej, co się stanie z tymi a z tymi, a to prowokuje czytelnika do snucia domysłów, ostatnie zdanie z książki - tak zagadkowe - wciąż nie daje mi spokoju.

Tym, którym podobały się poprzednie tomy i ten zawróci w głowie, jestem o tym przekonana. Po raz ostatni wyruszamy w niezapomnianą podróż wraz z Gwen i jej przyjaciółmi. Czy uda nam się z niej powrócić? Mogę Wam zagwarantować, że po przeczytaniu świat wyda Wam się szary i nudny,  będziecie tylko marzyć o tym, by od początku wkroczyć w rzeczywistość wykreowaną przez Kerstin Gier. Trylogia czasu to jedna z najlepszych serii, z jakimi kiedykolwiek miałam styczność.
A teraz, zanim zacznę pisać dalej wychwalające pod niebiosa poematy na cześć „Zieleni szmaragdu”, mówię Wam: jeśli jeszcze nie czytaliście poprzednich części, to musicie to nadrobić, nie zawiedziecie się :)

Ocena: 11/10

Bardzo dziękuję Pani Edycie z Wydawnictwa Egmont za możliwość zrecenzowania tej powieści.




W skład Trylogii Czasu wchodzi:
1.”Czerwień rubinu” - moja recenzja
2.”Błękit szafiru” - moja recenzja
3.”Zieleń szmaragdu”

Trailer:


Mogę uroczyście zapewnić, ze przeczytam wszystkie powieści napisane przez Kerstin Gier, które ukażą się w Polsce, a mam nadzieję, że już wkrótce pojawią się wszystkie!

11 komentarzy:

  1. jej, kocham tą serię i nie mogę się doczekać!!

    OdpowiedzUsuń
  2. JUż? O.o Czytałaś w formie szczoty? Już się nie mogę doczekać, gdy ja dorwę ZIeleń xD

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko! Zieleń *_*. Po skończeniu Błękitu byłam tak zdesperowana, że zaczęłam szukać na niemieckich forach jakichś informacji o ostatniej części Trylogii (a j.niemiecki kocham tak jak Voldzio kochał Harry'ego).
    Nie mogę się doczekać kiedy sięgnę po tę książkę *_*

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale ci zazdroszczę że ty już czytałaś

    OdpowiedzUsuń
  5. To ja jeszcze pierwszej części nie przeczytałam (ale mam już :D)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawet nie czytam recenzji, bo wtedy na pewno nie wytrzymam do premiery ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Za mną dopiero "Czerwień rubinu", ale "Błękit szafiru" stoi kulturalnie na półce ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Matt - tak, czytałam w formie szczotki :P
    Dusia dobrze, że stoi kulturalnie i grzecznie czeka na swoją kolej, a nie pcha się do przodu xD
    Czytajcie, czytajcie, cała seria jest naprawdę przegenialna!

    OdpowiedzUsuń
  9. Pochłonęłam obie części w jakieś trzy - cztery dni. Ta seria jest po prostu CU - DOW - NA!
    Ach, przez tą recenzję nie mogę myśleć o niczym innym, niż te ostatnie zdania powieści. Ja chyba wykituję, zanim ją wreszcie dorwę...

    OdpowiedzUsuń
  10. Zazdroszczę, że tak szybko mogłaś ją przeczytać. :) Świetna recenzja, ponieważ poleca, ale nie spoileruje. ;) Nie mogę się doczekać!

    OdpowiedzUsuń
  11. Chciałabym zobaczyć film... A te ostatnie słowa.. muszę za wszelką cenę znaleźć! :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...